Na wykładzie

Siedzę sobie w szkole na wykładzie…fascynująco nudny…sympatyczna pani o tym, że ma z nami zajęcia w piątek późnym wieczorem…próbuje nas zainteresować tematem…idzie to średnio, a nawet gorzej. Grupa siedzi w miarę cicho i czasem notuje oraz ktoś tam robi zdjęcia slajdów. Generalnie rzecz biorąc przedmiot wrzucony nam do planu chyba przez pomyłkę…pewnie dlatego,że kierunek bezp.wewnętrzne podłączono do wydziału zarządzania i finansów i skutkiem tego miewamy tak interesujące przedmioty jak zarządzanie jakością w instytucjach odpowiedzialnych za bezp.wewnętrzne. Gorzej będzie jak coś z tego pojawi się na egzaminie dyplomowym….próbuję słuchać, ale jest
to wiedza tak zupełnie do niczego nieprzydatna…trwa wyjaśnianie procedury certyfikacji…bleeeee.
Spora część grupy spędza czas na przyjemnej rozmowie na korytarzu.

Naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć ciekawie prowadzone przedmioty….szczyty biją parogodzinne analizy poszczególnych paragrafów w tym, czy innym kodeksie prawnym, gdziie nie innej opcji niż wykucie na pamięć….

Nigdy nie mieliśmy możliwości obejrzenia regulaminów przedmiotów, nie wiemy co w nich jest. Na ogół zaliczenie przedmiotu to prezentacja plus obecność, rzadziej jakiś test, czy sprawdzian. Nie bardzo jest możliwość nauczenia się czegokolwiek, wykładowcy często z przypadku, czytający po raz kolejny swoje prezentacje…

przerwa.

dziś w nocy

odeszła ciocia Krysia, choć od dawna z różnych wzgledów i powodów nasze drogi się rozeszły wciąż zajmowała i zajmować będzie ważne miejsce w sercu…wiadomość o śmierci zastała mnie w pracy…resztę dnia przetrwałam na automacie, w stanie nieustannego flashbacka – kiedy pamięć podpowiadała fragmenty rozmów z ciocią, fragmenty wspomnień z dzieciństwa spędzonego w jej domu…zapach i smak,
ktorego tak nagle brak,
gdy ktoś odchodzi,
gdy nagle łapie nas żal i smutek.
teraz płaczę i pewnie troche to potrwa…

we wtorek pogrzeb…

białowłosy

ogólnie znane jest moje uzależnienie od elfów, a w szczególności i ogólności od tych białowłosych, początki szmergla datują się chyba, gdzieś w okolicach, którejś sesji Zwierzowej, gdzie do postaci trzeba było dopisać historię…no i wyszło szydło z worka…potem pojawiła się ekranizacja Trylogii Tolkiena z białowłosym Haldirem …tak Kiszczaku zdecydowanie bardziej podobał mi się Haldir, a nie Legolas i do dziś, na wieczne nigdy nie wybaczę Peterowi Jacksonowi, że wysłał go na śmierć do Helmowego Jaru, nader malowniczą śmierć….ale taką co usunęła ulubionego elfa z fabuły. No ,a parę lat później Hobbit…zgroza i zdziwienie – jak z tak cienkiej książeczki możńa zrobić trzy filmy…postanowiłam  nie zwracać na to uwagi i z dreszczykiem pozwoliłam sobie na kolejną podróż do Śródziemia, gdzie po raz kolejny pojawił się Legolas..ale tym razem przegrał z własnym ojcem Thranduilem….:)

 

Hello…

W drodze z pracy do domu przez park…pełen słońca i kolorów….

WP_20151023_001

niby to samo miejsce, a jednak inne….. leniwy spacerek…

WP_20151023_002

wieczorem nerwowe odliczanie minut na połączenie z Brazylią…..i poszło…międzynarodowe spotkanie w wirtualnym pokoju….rozmowa o sporcie, wolontariacie….grupowe zadanie – wymyślcie hasło promujące olimpiadę w Rio….któego teraz niestety już nie pamiętam…wcześniej w tygodniu All about freedom festival w ECS. różne filmy, mniej lub bardziej ciekawe….

i wreszcie weekend…..może się wyśpię…ale trzeba pisać kolejne prace na studia…być poważną studentką w uczelni, której studenci stali się wrogiem publicznym całej dzielnicy wprowadzając chaos parkingowy…strach się bać kolejnych weekendowych zjazdów. ..

spać…spać…spać….

a na deser taki prezent….Awari błogo uśmiechnięta słucha i słucha….

dobranoc.

 

wiadro pomyj

W zasadzie notka miała być o czymś innym, ale przeczytałam …. nawet już nie pamiętam co i kiedy…
to jest taki jeden z zapisanych szkiców, który miał pozwolić kiedyś pisac o czymś innym…miał pozwolić wywalić nieco emocji lub też je gdzie indziej skierować…w sumie przydają się takie przekierowania…

tak jakby trochę niefajnie jest i nie umiem z tym zawalczyć…zwyczajnie nie umiem…wydawało mi się,że pewne rzeczy są oczywiste..ale jednak nie…i w pracy, gdzie jak zwykle wychodzi,że dziewięć lat walki na froncie z 1szym rokiem English Division, gdzie obrywało się na każdym kroku, zwyczajnie nie dając rady z przerostem zadań i pracy…wszystko naraz i najlepiej na wczoraj……i dlaczego kurna Ty jeszcze nie przetłumaczyłaś na angielski tych decyzji…i gdzie opłaty w programie….chcesz polecieć z roboty….i tak jebały mnie w kółko w niczym zupełnie nie pomagając…bo żadna z nich nie mówiła po angielsku..a teraz mają od roku jeszcze jedną w ED…przejęła ode mnie 1szy rok….z lekka odżyłam…a potem mnie szlag trafił na niesprawiedliwość…bo dla tej starej/nowej jest pomoc…są osoby, które dla to i owo zrobią,,,wprowadzą dane do systemu…tak….z talentem próbuje wszystkich wkoło zatrudnić…lata z kierowniczką i jej świtą na papieroski i inne pogaduszki….kierowniczka nie widzi, a może nie chce widzieć jak niesprawiedliwie postępuje. zamiast konstruktywnej rozmowy po raz kolejny dostałam zjeby za niemrawy protest przy zwaleniu obowiązków w nie tym kierunku co trzeba….i jeszcze pewna blond prostaczka rozdarła japę pokazując szczyty swojej elokwencji…nie umiem i nie chcęe reagować na takie chamstwo…uważam,że konfrontacja z kimś takim jest poniżej mego poziomu i szkoda nerwów na coś takiego…rzec można stan zimnej wojny in progress…

a w domu? w domu po raz kolejny przekonałam się jak bardzo moją siostrę zmieniło jej miejsce pracy….jak tam chyba równając do poziomu osó tamże pracując zdecydowanie zaczęła nadużywać chamskiego języka i masy wulgaryzmów…nie poznaję jej…i nie wiem, czy chcę poznawać tą wersję siostry bluzgającej jak dziwka z taniej knajpy…taka podrzędna i niedomyta….jedzie z bluzgami równo i nawet nie kryje się z tym…zupełnie jakby puściły je wszelkie hamulce…na proste i spokojnie zadane pytanie wyjechała z taką wiązanką, że mnie zatkało i szczerze mówiąc odechciało…próbowałam się jeszcze bronić przed tym atakiem..ale , gdy włączyła się mama poddałam się ostatecznie i wycofałam się …to to nie jest normalne….matka sama mówi, że ona przegina, obrabia jej dupę równo..ale nie wiem, nie chce lub nie potrafi przyznać i wesprzeć mnie w sytuacji konfliktowej, gdy mam rację i tego potrzebuję. ona mnie potrzebuje tylko wtedy, gdy braknie pieniędzy i gdy moja siostra nawet dupy nie ruszy, aby zorganizować coś w tym kierunku…tak poprostu…ich koronnym argumentem przy okazji każdej awantury jest to, że na czas remontu parę lat temu zwyczajnie wyprowadziłąm się z domu…pojawiałam się na obiad i odrobinę sprzątania…a teraz teraz siostra konspiracyjnie zaszeptała,że mama już chyba o aferze piątkowej nie pamięta…bo z nią normalnie rozmawia….

ale ja pamiętam i nie planuję zapomnieć przez długi czas…bo jestem wredną pamiętliwą ….panią z dziekanatu1521978_719054848118782_175510566_n

rodzinnie

pilnuję mieszkania znajomych, gdzieś na drugim końcu miasta…mieszkanie jest z psem i balkonem pełnym kwiatów, które trzeba podlewać, a psa wyprowadzać na dwór…a tak jest jeszcze królik, ale on nie jest kłopotliwy..siedzi sobie w klatce i pochrupuje przegryzając jedzonko….i zupełnie nie jest problemem to ,że chwilę po 7mej rano w sobotni poranek obudziły mnie jakieś warkoty i pokrzykiwania robotników za oknem…gdy wreszcie wywlekłam się z łóżka i poszliśmy z psem na spacerek późno poranny okazało się ,że to naprawiają chodniki wkoło domu…warczą, stukają i generalnie psują leniwy sobotni poranek…

nic to w porównaniu z telefonem jaki zastał mnie po powrocie ze spacerku…siostra dzwoniła ,że mama padła w sanatorium ofiarą innego klimatu i innej wody…rozregulował się jej organizm i raczej nie powinna zostawać tam do końca turnusu…bo ani jeść nie daje rady, ani z zabiegów nie korzysta wystarczająco i trzeba by jej załątwić powrót do domu…najlepiej samochodem, bo do jazdy pociągiem , czy autobusem raczej się nie nadaje – zwyczajnie zbyt osłabiona jest…wykonany został telefon do brata, który poradził ,abyśmy taksówkę po mamę wysłały…nie chce mi się pisać, co myślę, bo to i tak do niego nie dotrze, całkiem możliwe, że jak zwykle znajdzie jeszcze wytłumaczenie…i to my z siostrą okażemy się te wredne i złe, którym nie chciało się wydać kasy na taryfę…siostra płakała przekazując mi jego odpowiedź…może lepiej niech się u nas już nie pokazują…damy sobie radę , a jego o pomoc nie będziemy prosić…transport znalazłyśmy, mama wróci domu, a jak wydobrzeje, to się dowie jak jej synek postąpił, gdy poprosiła o pomoc…

egoizm w czystej postaci.