997

dziś to numer, który mam w szybkim wybieraniu i chcę wierzyć, że zdążą na czas…boję się, pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że boję się…tak naprawdę, że jest to aż surrealistyczne i muszę sobie powtarzać , że to naprawdę. Jednocześnie wiem, że się nie poddam i nie pozwolę, by mnie zastraszono , grożono, czy nachodzono we własnym domu. Nie pozwolę, by ktoś kto przez ponad 20 lat był gdzieś daleko na obrzeżach życia rodzinnego zniszczył z trudem osiągnięty względny spokój i stabilizację po śmierci mamy. Niech każdy z nas odpowiada za siebie i nie szuka pomocy grożąc najbliższym, nie tędy droga. Trzeba było pomyśleć o nas wcześniej i interesować się nie tylko od święta.

dobranoc.

a new year

pandemiczny sylwester, cichy , aż za cichy chwilami, sąsiad przyszedł w nowy rok sprawdzić, czy wszystko w porządku, bo tak cicho u was. tym razem to sis wybyła na kosmiczny sylwek u przyjaciół w Banino city.

dobrego i zdrowego nowego roku

idźcie się zaszczepić.

dziś zadzwoniła do mnie kumpela…pojechała na sylwestra do Wrocławia…w trakcie imprezy straciła smak i węch…nie nie była aż tak pijana…piła i nie czuła smaku, ani zapachu wódki…jak na razie próby uzyskania pomocy spełzły na niczym. trzyma pion i ludzi od siebie z daleka. i na pełnym wkurwie podszytym strachem weszła w nowy rok.

raz jeszcze zdrowia i uważajcie tam na siebie.

najlepiej na zdjęciu

po raz pierwszy od wielu lat podczas świąt zadbałam o własny komfort psychiczny… początkowo było nawet sympatycznie, wigilia u cioci, która nie chciała, abyśmy pierwsze święta po śmierci mamy spędzały same z siostrą w domu…okazało się, że został zaproszony też nasz brat…któremu po wielu latach niepowodzeń zaczęło się układać…i nie to, że mu żałuję…cieszy mnie to….ale przy okazji okazji wychodzi z niego świadoma lub nie pogarda dla mnie i siostry…drobne drobnostki pokazują jak bardzo oderwany od nas jest nasz brat…poza pracą normalnie wykonywaną porobił i zdobył jakieś certyfikaty trenerskie … no i zaczęło się…uważa, że zjadł wszelkie rozumy, a my to takie głupie prostaczki, które na niczym się nie znają…proste wyrażenie opinii na temat fragmentu ubioru aktora widzianego w telewizji spowodowało słowotok na temat krytykowania wszystkiego i nie liczenia się z tym co ten ktoś sobie może pomysleć…i tak w tym stylu przez dłuższą chwilę…a ja tylko powiedziałam, że nie podoba mi się jak pewien aktor wygląda w okularach…i tak od słowa do słowa piękna rodzinna sprzeczka rozkwitła…i ponieważ nie byłam u siebie zdecydowałam się opuścić imprezę i zamiar wykonałam…bo według nalegań rodziny to ja miałam zostać i nadal dać się poniżać…i tu pojawia się sedno sprawy….ileż do cholery mamy znosić dla poprawności politycznej?! ile nieprzyjemności, aby innym było miło ?! aby obrazek wyglądał pięknie?! ta pozornie niewinna kropla była w moim przypadku kroplą , która przelała czarę…poszłam sobie i nawet nie było mi bardzo przykro. Wiedziałam, że tym razem postąpiłam słusznie i dobrze dla siebie, bez oglądania się na innych. Sprawiło mi to sporą ulgę

ku wspomnieniu kociego braku

Cicho, cichuteńko na mięciutkich łapkach
Skrada się, podpełza Kocia Śmierć znienacka,
Cicho, cichuteńko, spod ziemi wyrasta
„Zabieram ci Kota, człowieku i basta!”
Kot nawet nie ma czasu na pożegnanie,
Wiec pozostawia napoczęte śniadanie
Wody w miseczce oddechem już nie zmąci
Nie zdąży łapką, swej piłeczki trącić
Był, wypełniał Sobą czas, przestrzeń, mieszkanie
nagle …błysk światła – i cisza…
Już Kota nie stanie
Człowiek został sam.
Błysk kocich oczu – mruknięcie – westchnienie — urywa się – wątek – cichnie – miauczenie –
…zostaje wspomnienie wygiętego grzbietu,
odcisk łapek na wannie, puste czyste kuwety,
Narzuta na łóżku wgnieciona pośrodku,
jeszcze czuję Twoje ciepło na kolanach…(autor nie znany, znalezione w internetach)

Wiosna, ah to Ty…

Musiałam wyjechać za miasto….siedzenie w domu bez mamy jest trudniejsze jeśli dodatkowo nad głową wisi widmo i panika koronowirusowa. Ja straciłam to co najcenniejsze i szczerze mówiąc szał okołowirusowy nie robi na mnie specjalnego wrażenia…chcę odpocząć w przyjaznym gronie, odreagować, poodychać i naładować baterie przed nie wiadomo jak długim siedzeniem w domu…będzie dobrze…musi być.

Szarość

Chwilowo większość wszystkiego straciła smak i kolory, czuję się jak przekłuty balonik, wyblakła ja, która zgubiła swoje kolory…uśmiech przez łzy…na siłę…nie umiem poprosić o pomoc, bo w tym nikt nie pomoże…płaczę po cichu, łzy wsiąkają w hotelową poduszkę…kot został w domu…