teoretycznie przeprowadzka…

z uśmiechem na ustach i mordem w duszy pakujemy zawartość swoich pokojów w dziekanacie, a następnie w odpowiedzi na super pilny telefon tego, czy innego kogoś szukamy w malowniczo rozrzuconych kartonach czegoś co jest potrzebne na wczoraj…w obliczu panujących aktualnie tropików w okolicy godziny 13tej wszelki ruch zamiera i zaczyna się niemrawe odliczanie czasu do 15.30…przysypiamy przed monitorami i sennie obklejamy kartony przeprowadzkowe taśmą…myśl o wyjściu na zewnątrz powoduje nerwowe drgania masy ludzkiej…

kończy mi się 6 tygodniowy urlop zdrowotny jakim było nieoglądanie przesymatycznej inaczej współpracownicy z pokoju obok…niestety tak to już bywa, że wszystko co miłe dobiega końca.
pojawiła się jednak iskierka optymizmu w postaci nowego nabytku do personelu dziekanatu, który to nabytek wylądował w naszym pokoju i w zasadzie nie wie co ma robić…a my zajęte przeprowazką też za bardzo nie wiemy. tak więc nowa koleżanka siedzi przy moim tymczasowym biurku i z przyjemnością robi cokolwiek byle nie usnąć…

stosy kurzu
labirynt kartonów
przegrzana niszczarka
nerwowy szef na urlopie
zamknięta rekrutacja
urywające sie telefony
stosy maili
sprawy na wczoraj
a na deser
remont w domu.

1 myśl w temacie “teoretycznie przeprowadzka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *