gdy byłam mała

gdy byłam mała,
taka rozwrzeszczana Awari z wiecznie pozdzieranymi kolanami i strupami na łokciach,
biegająca po okolicznych podwórkach,
wygrywająca lokalne wojny lub też o zgrozo będąca jeńcem wojennym po kolejnej potyczce z ekipą z drugiego końca ulicy…

chodziłam wtedy na wycieczki organizowane dla dzieci w pobliskim kościele,
zazwyczaj szliśmy gdzieś z siostrą, która uczyła nas religii gdzies w okoliczne lasy, jedna jedyna siostrzyczka panowała w zadziwiający sposób nad gromadą dzieciarni.
ulubionym miejscem spacerów była rzeczka w okolicach szpitala na Srebrzysku, spokojne miejsce gdzies koło działek,
wędrowaliśmy teraz to wiem po miejscach w któych bawił się Weiser Dawidek z powieści Pawła Huelle, penetrowaliśmy ten sam co on cmentarz, biegalismy jak szaleńcy po tym samym nasypie kolejowym
i z wypiekami na twarzach chłoneliśmy opowieści siostry Doroty o religii i nie tylko. A potem były najpyszniejsze na świecie kanapki z lekko słonawym żółtym serem, podobno był amerykański, smak i powiew egzotyki dla dzieciaków z kraju, gdzie wtedy wszystko było na kartki.

Dziś nie ma już wycieczek dla dzieci w moim kościele, nie już sióstr uczących religii, ja bywam tam czasami, nie znam tego nowego miejsca, wybieram wiejskie kościoły spotykane na szlaku.

A siostra Dorota? nie zmieniła się, jes cudownie taka sama jak przed laty, pamięta nas z tamtych lat i to jest najpiękniejsze. Miałam ochotę nie wychodzić z domu zakonnego, gdzie pojechaliśmy do niej z wizytą… przez chwilę znowu byłam nad rzeczką i jadłam kanapki z amerykańskim serem słuchając opowieści o świętych.

4 myśli w temacie “gdy byłam mała

  1. … kilkunasto kilometrowe przemarsze w V klasie podstawówki po górach Świętokrzyskich… mroźne powiewy wiatru na Śnieżce… „sztorm” w kajakach na jeziorze Raduńskim (kto coś takiego przeżył ten wie o czym piszę 🙂 … wspólne klasowe szykowanie śniadań na biwakach (rosołka się nie słodzi!)… obowiązkowe wieczory przy gitarze i ognisku (kilka z kilkudziesięciu utworów może jeszcze pamiętam)… niezliczone zaludnianie schronisk… i uczniowska legitymacja PTSM-u z chyba najgłupszym zdjęciem jakie kiedykolwiek mi zrobiono.
    To wszystko minimum dwa razy do roku przez ostatnie cztery lata szkoły. I tylko jedna kobieta – przesympatyczna wuefistka z zapałem aktywności terenowej i dużą dawką cierpliwości do zgrai dzieciaków.
    Gdyby nie to to pewnie nie wiedział bym co to góry…
    Dobrze, że są tacy ludzie, prawda?
    Pozdrowionka :-))

  2. Czytając to wszystko miałam przed oczami to, o czym opowiadałaś. 🙂 Dzieci zasłuchane w opowieści siostry; las, tory kolejowe, jakiś cmentarz w tle.

    Ja też mam wspomnienia, do których lubię wracać. Szkoda tylko, że coraz mniej jest ludzi z moich wspomnień. Oni odchodzą, a czas za szybko mija. 🙁

  3. Opowiadam historie „gdy byłam mała”…

    Czyjeś przywołują na myśl też własne dzieciństwo… Własne… Przywołują dreszcze emocji, ale też wspomnienie najprawdziwszego ciepła… Takiego słońca 🙂 Trudno to opisać, ale… Chyba dobrze że dzieciństwo kojarzy mi się z ciepłem słonka 🙂

  4. Rzeczywiscie dobrze jak znajdzie sie taka osoba jak siostra Dorota, ktora potrafi zapewnic takim dzieciakom wspomienia na lata i dobrze jak tak siostra Dorota nie zmienia sie mimo uplywu lat i jest ta sama osoba co kiedys… Szkoda, ze ludzie w tym pędzie zapominaja jak mozna spedzic czas na lonie natury, na wspolnym wypadzie, na odnowieniu starych kontaktow… Zapominaja, ze można być w sumie kims takim jak siostra Dorota, kims kto potrafi pokazac co kryje zycie w tym co jest dokola.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *