wruuum, brrrruuuuum…

nie ma to jak mieszkanie gdzieś w blokowisku, gdzie wszystko i wszystkich słychać, a sąsiedzi miewają ciekawe pomysły typu użytkowanie wiertarki o zgoła nieciekawej porze. tak moi drodzy pilnuję mieszkania znajomego, gdzieś tam na rubieżach miasta. mieszkanie jest z psem, którego nalezy wyprowadzać na spacery, czyli trzeba o poranku trenować silną wolę i wietrzyć sięrazem z sierściuchem.  osiedle o którym mowa to nowe, zaledwie kilkuletnie blokowisko, więc zieleń występuje tam w charakterze trawniczków przy domach, na których stoją groźnie brzmiące tabliczki z zakazami rozmaitymi. resztki trawniczków bez zakazów nie nadają się na ogół do użytku jakiegokolwiek…na spacery pozostaje teren dawnego poligonu połozony w wąwozie. teren ulubiony przez wszystkich od drobnych pijaczków poprzez zwykłą drobnicę z pieskami do hrabiostwa na quadach. ot taki lokalny koloryt, nie wiadomo co gorsze jak mawiają okoliczni. moim zdaniem najgorsze są lampy na wewnętrznych podwórkach.określam je czule morderczymi. nie wiem, kto to zaprojektował, ale niech mu ziemia lekką bedzie, a czkawka straszliwa niech go dopadnie!! stoją te cuda na skraju chodniczka, wysokośc niecałe dwa metry, więc światło niby oświetla, ale głownie po oczach osoby idącej, klosz od lampy znajduje się na wysokości twarzy osoby dorosłej, więc potknięcie się może mieć niemiłę skutki…
nieodmiennie zaskakuje mnie panujący tu o poranku korek na jedynej jak się okazuje przelotówce do centrum. aby zdązyć na 7.30 do pracy muszę jechać autobusem o 6.45…zgroza.

co jeszcze? dojrzewa we mnie myśl o skasowaniu konta na naszej klasie, która wprowadziła idiotyczny moim zdaniem dodatek pod nazwą śledzik. wprowadzili takie coś nie dając możliwości wyłączenia w ustawieniach konta. nasza klasa pomału traci swój charakter portalu społecznościowego jakim miała byc, a zaczyna być czymś budzącym niesmak. 

czas jakiś temu zgłosiłam bloga do kilku ocenialni blogowych, z częścią uwag , czy też sugestii oceniających się zgadzam, ale kilka mnie zastanawia. po co na przykład w blogu tzw. strona o mnie? nie uważam,aby nie posiadanie takowej było minusem, nie takie było założenie, gdy decydowałam się na pisanie bloga. gdybym chciałą się komuś przedstawić to są różne inne portale, a nie akurat blog. na blogu o mnie mówią wpisy, a nie jakaś podstrona. na jednej z ocenialni nie miałam szans sensownie podyskutować z oceniającą, gdyż ktoś z boku wcinał się w dyskusję próbując mnie sprowokować. gorzej bywa, gdy oceniany wdaje się w pyskówkę z oceniającym zapominając,że zgłosił się sam.

oooo, gdzieś z boku zaczyna wyć jakieś dziecko!!! ratunku!!!!

4 myśli w temacie “wruuum, brrrruuuuum…

  1. Ja tylko tak odnośnie quadów: rzeczony poligon jest objęty zakazem poruszania się takich pojazdów. Odnotuj numer rejestracyjny, godzinę i zgłoś na policję – bardzo chętnie przyjmują tego typu zgłoszenia, wspólnie ze znajomymi praktykujemy ten zwyczaj. Działa milusio.

  2. quady to nic…wczoraj dojrzałam tam jakiś samochód…szkoda,że kumpel lornetki nie posiada, bo z balkonu to tylko widziałam szalejące na piaskowym boisku auto.

  3. zgadzam się, że o autorze bloga mówią wpisy i to wystarczy…
    a co do oceniania, zawsze się go bałam (bez względu na dziedzinę) i chyba nie odważę się zgłosić do takiej ocenialni…
    zresztą jak mówił Kargul: „moje mleko i moje talerze” – „mój blog i moja sparwa, co tu wypisuję”
    Dla mnie najważniejsze jest to, że istnieje grupka ludzi, którzy tu zagladają, czytają, czasem coś napiszą i w sumie oni, a raczej WY jesteście moją OCENIALNIĄ 😉
    Całuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.