idę w czwartek do fryzjera…
co z tego wyniknie jeszcze nie wiem…
ale idę i już!!!
na przekór wszystkim i wszystkiemu
głównie sobie rzecz jasna…
cóż jeszcze rzec mogę…
no dobrze przyznam się…
uwielbiam tam bywać…
cisza
spokój
relaks
to takie kobiece…
tak, fryzjer to najlepsze antidotum na wszelkie zło tego świata. 😉
uwielbiam, jak mnie miziają po włosach.
bo to takie kobiece.
ps: czekam na relację „po”!
Zaraza jakaś czy co? 🙂 Ja po 7 latach właśnie wczoraj się „skróciłam” 😀
A dziś mi było łyso, zimno w szyję, i w ogóle jakieś obce babsko patrzyło się na mnie z lustra ;]
A ja nie idę. Nie chcę nic ścinać i kombinować ;). Na razie jest mi dobrze tak, jak jest :).
a ja, ja, jajaja:
1) po raz pierwszy od końca podstawówki mam obecnie krótki (do ucha) włosy, wcześniej miałam tę niebanalną i szaloną fryzurę od siódmego roku życia
2) od końca podstawówki nie byłam u fryzjera… co nie znaczy bynajmniej, że moje włosy nie były raz tej, a raz tamtej długości.
handmade rulez!!!
Tak to bardzo kobiece … ale ja przyznam się szczerze , że owszem lubię tam czasami wpaść ale zawsze jest to okupione potwornym strachem (co z tego wyjdzie?) ale zawsze staram się sobie powtarzać, że jakoś to będzie :))))
Każdej kobiecie chyba poprawia humor wizyta u fryzjera… 🙂 i pozwala zacząć coś od nowa…
zafundować sobie kolejne przebranie…
panicznie boję się fryzjerów
i za każdym razem, kiedy próbuję tą rzeszę zrehabilitować we własnych oczach
tylko kolejny dupek udowadnia mi jak bardzo mam rację szczerze ich nienawidząc
szczęścia życzę
aaaa, Kiszczun na blogu napisal cos o prężeniu jeżyków – aaaa!!! zdementuj to albo zamilknij na wieki!!
niniejszym dementuję,aczkolwiek o tym co będę mieć na głowie przekonam się za kilka godzin…taki nerwowy dreszczyk czuję,właśnie przemknął gdzieś w okolicach lewej łopatki…
a ja planuje w sobote, wczesniej nie dam rady. Kurcze, nie lubie : – (( jakas dziwna jestem baba czy co…
teraz włoski mają kolor złocistego brązu…ładne takie są…a w grzywce połyskuje kosmyk,który w założeniu miał być pomarańczowy…taki z gatunku bijących po oczach…ale pomarańcz został przytłumoiny prze brąz i jest tylko jaśniejszym pasmem w grzywie.
no, koleżako! bardzo sie to koleżance chwali, bardzo. za ten pomarańcz ma koleżanka u mnie gorącą czekoladę z cynamonem (a jak!:P)
kocham pomarańcz… i gratuluję odwagi, ja idę za tydzień, ale się nie boję,wręcz doczekać się nie mogę 😛
pozdrawiam, miłej nocki 🙂
Nieeeeeeeeee! Nigdy do fryzjera nie pójdę już!:P będę miała włosy do ziemi i basta![;