nieopatrznie powiedziałam na jakimś spotkaniu towarzyskim, czy innej
imprezie, że będąc w posiadaniu nadmiaru funduszy wybrałabym się na
zakupy ciuchowe, już wypowiadając te słowa zauważyłam podejrzany błysk w
oku kilku znajomych panów,
tak więc którejś niedzieli zostałam zaprowadzona do molocha o
wdzięcznej nazwie Galeria Bałtycka, do tej pory starannie omijałam to
miejsce, przerażało i przeraża mnie nadal,
moi towarzysze rzekli nic się nie bój, po czym wskazywali kierunek na
przymierzalnie w coraz to innym sklepie, nie robiłam nic poza
przymierzaniem kolejnych zestawów ciuszków, kilka z nich nawet nabyłam,
efekt dla oka nie powiem całkiem, całkiem:)))
pewnym wyzwaniem okazała się próba nabycia wyższych kozaczków,
na dokładkę fryzjer i….
ten uśmiech w szaroniebieskich oczach.
był, jest i będzie
to miłe, prawda.
cdn…wkrótce
I tak trzymaj 🙂
Od czasu do czasu trzeba „zaszaleć”. Czyli tak zwane odchamianie się inaczej.
A że miejsce przerażające to fakt… omijam jak mogę.
Pozdrowionka 🙂
Ja jakoś omijam. Ciągle się udaje ale kto wie, jak długo się da.
nie znoszę takich miejsc, bywam tam z konieczności. i jesli już muszę…to mam ścisle określony cel i reszta mnie nie interesuje.
Cóż, wychodzę z założenia, że wszystko dostanę gdzie indziej. 🙂
dobrze mieć pod ręką takich mikołajów nadstawiających ucho 😉