dwa dni wyrwane z codzienności,
słońce,jezioro,namioty i relaks…
leniwe nic nie robienie i radosne ignorowanie prób wyciągnięcia na grzyby
(nie byłby to najlepszy pomysł biorąc pod uwagę moją mierną znajomość tematu…najbardziej lubię muchomorki,bo takie ładne i czerwone…),
chlapanie się w jeiorze i obserwowanie stad narybku kręcących się wokół nóg
(zastanawiał zupełny brak instynktu samozachwawczego u tych maluchów),
próby upilnowania młodszego pokolenia,które o dziwo się słuchało,ale jednocześnie ganiało za mną z miską wody!!!cóż za nietakt!!a tak się starałam,
picie mleka prosto od krowy – nie ma to jak odgrywanie roli mieszczucha:))),
wieczorne ognisko i gra w słówka – byłam bezwględnie najlepsza w wymienianiu nazw alkoholi
( nawet nie wiedziałam,że tyle znam…hmmm,ciekawe skąd…)
to tylko dwa dni,a tyle radości
dwa dni wpatrywania się i cieszenia oczu pełnym zieleni i słońca krajobrazem,zachodem słońca w kolorze lila róż z nutką żółci,
była i burza,a nawet kilka…
tak to były prawie wakacje.
ach te alkohole 😀 ile wymienilas? ja mam specjalizacje w mieszaniu alkoholi ==> drinkach. Wiec z Twoja znajomoscia ich, ja je pomieszam i mozemy zakladac jakis DRINK BAR!
szczerze to nie pamiętam dokładnie,sporo tego było…
właśnie to mnie zastanawia że czasem wystarczy kilka chwil żeby człowiek był radosny i szczęśliwy a czasem nie
jak najwięcej takich szczęśliwych chwil i porządnego urlopu wreszcie:>
buźka
piiiiiii!!!!…
bierze się męża pod pachę(albo i nie,kwestia dyskusyjna…),wsiada się w autobus i jedzie nad jezioro choćby na jeden dzień.spróbuj naprawdę warto!!!