niestrawne

próbuje właśnie przeczytać najnowszą książkę Paulo Coelho „Zahir”,czytam i czytam,stronę po stronie i… tak sobie myślę,że ten pan jakoś rozmienił się na drobne, gdzieś tam zgubiła się magia Alchemika, gdzieś na fali popularności i bycia pisarzem z pierwszych list bestsellerów coś poszło na ilość, a nie jakość.

uparłam się i przeczytam,ale sprawia mi ta lektura coraz mniejszą przyjemność, nie wiem może powinnam odłożyć i wrócić do tej książki za jakiś czas?

co robić,gdy kompletnie nie ma się ochoty na czytanie aktualnego bestsellera?gdy całe grono znajomych zachwyca się czymś co nas odrzuca i powoduje odruch wymiotny?o gustach się nie dyskutuje podobno,ale …zresztą wszyscy wiedzą jak to jest.

Panie Coelho ja bardzo przepraszam, ale dla mnie Pan się zaczął i skończył na Alchemiku.

17 myśli w temacie “niestrawne

  1. hmm witam po długiej nieobecności(ale u mnie jeszcze mnie nie ma) niestety wylądowałam w szpitalu i poszłam pod nóż a teraz się kuruję…w każdym razie co do czytania to ja mam całkiem inną zasadę-nie ulegam modzie i aktualnym trendom to co mam ochotę przeczytać czytam tylko wtedy gdy przychodzi ten magiczny czas ale nie czytam tylko dlatego że coś się pojawiło w księgarni i czytała to Ziuta czy Kryśka…wiesz o co mi chodzi… więc może w tym tkwi niezadowolenie z przeżycia tej książki-wróć do niej kiedyś i sprawdź czy odczucia są te same bo nie zawsze wybieramy dobry dzień i dobre chwile na czytanie konkretnego dziełka. Pozdrowionka

  2. Czytałam z niego jedynie o Weronice, która postanowiła umrzeć. Kilka ciekwaych myśli i cała sterta jakiejś płytkiej duchowości… wolę Olgę Tokarczuk. A nawet Małgorzatę Musierowicz ;))))

  3. hehe… odruch wymiotny 😀

    dobre stwierdzenie 🙂

    odrzuc ksiązke! po co masz sie meczyc nad czyms co nie sprawia ci przyjemnosci 🙂

  4. czasami lepiej poprzestac na jednym i nie powielac schematu, kontynuacje nie wychodza zazwyczaj zbyt dobrze

    a poza tym.. musisz byc koniecznie trendy? chwyc jakas inna ksiazke i nie mecz sie na sile
    pewnie za jakis czas wrocisz na spokojnie do zahir-u (zahir-a?)

  5. Tak tak „de gustibus non est disputandum”… W sumie mi się nawet „Alchemik nie podobał”, jedynie „11 minut” jakoś przeczytałam i nie miałam po tym szczególnie agresora włączonego…
    W sumie, to ja i tak mało czytam, wiec co ja się będę wypowiadała… My świnki już tak mamy…

  6. Odloz ksiazeczke.. wrocisz do niej, kiedy bedziesz chciala.. bo wlasnie o to chodzi, aby czytac, kiedy ma sie ochote.. a nie dlatego, ze inni to robia, lub polecaja 🙂

    Pozdrawiam tak cieeeplo, cieplo..

    Marzenia… pamietasz mnie jeszcze? 🙂

  7. Alchemik, to najpiękniejsza i najlepsz książka jaką w życiu przeczytałam… Ale „NA brzegu żeki Piedty usiadłam i płakałam” czy „Pielgrzym”, „Demon i Panna Prym” też niczego sobie. Niezwykłe książki. O zupełnie innych myślach… a „11 minut” coż… świetne spojrzenie na sex, ale zakończenie mnie rozczarowało. Przesłodzone i zbyt bajkowe. Zupełnie nie takie, jakimi rozpieścił nas PAulo Coelho… Nie, nie podoba mi się!!! Takim książkom mówię NIE!!! A po „Zahir” sięgnę z czystej ciekawości. Teraz mam jednak ochotę na „ycie pi”, „S@motność w sieci” i jeszcze „Jedwabna opowieść”. JEdnak przy moich zarobkach, kupowanie tych książek potrwa z pół roku. Czyli… może na urodziny dostanę którąś z nich!!!

  8. Każdy przerabiał okres fascynacji Coelhem. U mnie zaczęło się od Weroniki. Alhemik jakiś-taki za bardzo mentorski. Potem było jeszcze parę książek. Racja, rozdrabnia sie i powtarza.

  9. a dla mnie najważniejsza była „weronika…”
    i na zawsze pozostanie
    i ja też nie których jego pozycji nie przeczytałam i jakoś się tego nei wstydzę bo to w końcu moja rzecz co czytam a czego nie czyż nie?

  10. no i niestety nie dałam rady,nie przeczytałam,może za jakiś czas wrócę.

    nawiasem mówiąc Alchemik to nie jedyna książka tego autora,którą czytałam,ale jedyna ,która do mnie przemówiła i pozostała w pamięci.
    cała reszta już nie smakowała tak jak oczekiwałam.

  11. a dla mnie przeslodzona demagogia od poczatku
    moze za dorosla i za zepsuta bylam zaczynajac go czytywac
    Alchemika jakos przelknelam,nie zachwycilam sie,ale poczulam wyjatkowego niesmaku
    kazde kolejne podejscie do Coelha-nuuuuuuuda
    tani efekciarz jak dla mnie-totalnie na ilosc,i w kolko to samo-psychologiczne chwyciki pod publike powtarzane do znudzenia…rownie dobrze mozna poczytac podreczniki:jak byc szczesliwym,jak odniesc sukces,filozofia w weekend i asertywnosc dla kazdego
    tyle ze podlane to wszytko „artystycznym” i bajkowym sosikiem
    jedyny „modny” pisarz,ktory do mnie trafia to pan J.Carrol [Jego „Kraina Chichow” i wszystko inne co udalo mi sie dopasc-mrauk],ale te Whartony,Coelhe…njeeeeeee
    jedna ich ksiazke-ok,ale potem-popluczyny

  12. no niekoniecznie na Alchemiku..
    mi się bardzo podbała „Weronika ..” i „11 minut”
    „Weronika” nawet jak dla mnie przed Alchemikiem..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.