gdzieś tak znad horyzontu rozlega się grzmot i w miarę upływu czasu coraz większa chmura dymu oraz kurzu podnosi się…taaaak, to Kiszczak przedziera się z Brzeźna przez blokowiska Zaspy w kierunku na Wrzeszcz, gdzie pomieszkuje właścicielka bloga niniejszego. skuszony nader przemyślnie skonstruowaną pułapką w postaci wolnego kompa i miłego towarzystwa Pułkownik przybywa. groza ogarnęła sąsiedztwo i z lekka zaskoczona Awari wsłuchuje się teraz w zapadłą nagle ciszę…hmmm,nawet kota nie widać. nastrojowi grozy przeczy radosne słońce za oknem…nie bez znaczenia dla wizyty wyżej wymienionego może być też chęć wysłuchania opowieści o zdobyciu w dniu wczorajszym Jaru Raduni(opis trasy wycieczki) jak również ponabijania się z co bardziej efektownych siniaków tamże zaliczonych…zdjęcia wkrótce.
czas przygotować zasieki
zbliża się groza
schodzimy do piwnic.
p.s dedykowane Kiszczakowi z wyrazami przyjaźni.
KISZCZUN nie widzi i nie słyszy 😉
…nic nie dały piwnice. Przyszedłem, przeszedłem a za mną poszło wszystko, łącznie z warstwą gruntu do 5 metrów w głąb. Czasami naprawdę fajnie być kretem…
jestem zazdrosny!
PS
Dostałaś się do matki-od-anioła?
a mogę spytać o co konkretnie jesteś zazdrosny???
Takie pogodne słonko wyjątkowo podejrzanie wypada w pewnych okolicznościach.
W taką pogodę sama bym chętnie zeszła do piwnic… 😉
Lubię wycieczki… Dusza podróżnika nie pozwala mi nigdy zagrzać miesjca zbyt długo.
Wszystkiego miłego Awari… Umieram na brak weny i niepokoju. Nie umiem skończyć pracy mgr… nie umiem a c gorsza nie mam czasu żeby porządnie nad nią przysiąść…
Lubię wycieczki… Dusza podróżnika nie pozwala mi nigdy zagrzać miesjca zbyt długo.
Wszystkiego miłego Awari… Umieram na brak weny i niepokoju. Nie umiem skończyć pracy mgr… nie umiem a c gorsza nie mam czasu żeby porządnie nad nią przysiąść…