i nie ma jej…

i nie ma już Tafcika w czeluściach dziekanatu, pognała za swoim marzeniem czemu się zupełnie nie dziwię i gorąco popieram. nie wiem, czy będąc w podobnej sytuacji postąpiłabym tak samo…zniknęła z mojej codzienności w tak samo niespodziewany sposób jak się w niej pojawiła…mocna licze,że nam się kontakt nie urwie…bo mimo wszystko jesteśmy zupełnie różne, ale nie kryję tego będę straszliwie i mocno tęsknić…za tą esencją Taftowatości, która wnosiła jakąś taką błogość , że jednak jest tam ktoś kto zrozumie durne powiedzonko i nadaje na zbliżonych falach…jeszcze trochę pobędzie w kraju, parę dni szalonego pakowania i leci, gdzieś tam na drugi koniec świata za wielki mur…doprawdy dziwię się jej ,że tyle ze mną wytrzymała…znowu będzie nowa-nienowa osoba na jej miejsce…tyle,że nie będzie Tafcikiem…no właśnie nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.