Betlejem vibes

Błogi sen o poranku przerwały rozpaczliwe okrzyki z sąsiedniego pokoju…indyjski student w niezrozumiały dla reszty gości i właściciela hostelu zdołał zablokować zamek i nie mógł wydostać się z pokoju. U Salaha spotykają się ludzie z całego świata…niczym meteor przemknęła Japonka, która chodziła w dziki upał ubrana w kilka warstw, kładła się spać o 20tej…zniknęła dziś rano. Chłopak z Indii był na mieście ścigany przez potomka krzyżowców…poszedł na miasto…w pięknym turbanie. Były też dziewczyny z Niemiec, Gareth z Londynu i dwoch chłopaków z chyba Danii. Dobrze mi tu i raczej napewno wrócę np na któreś Boże Narodzenie. Będzie chłodniej i kepszy czas na zwiedzanie. Jericho, które chciałam odwiedzić ma teraz temperature przekraczającą 40 stopni, Herodium podobnie…więc do następnego razu.

Awari on tour


Jak nie masz z kim to jedź sama, i w ten prosty sposób realizuję swoje marzenia i podróżach po świecie. Backpacker life style jak mawawiają. Tylko, czy w czasach wszechobecnego internetu cokolwiek jest daleko?
Jestem w Palestynie, kraju, którego z wielu względów nadal nie ma na mapie świata. Kraju, który pokochałam od czasu pierwszej wizyty i wiem, że będę wracać przy każdej możliwej okazji.
Plan wyjazdu był bardzo ogólny..dolecieć do Tel Avivu i jakoś to będzie…a był szabat i zero publicznego transportu…upsss kłopoty powiedziałby ktoś, ale ja z moim fartem zostałam podrzucona do Jerozolimy przez spotkanych W samolocie lokalesów. Pokazali, gdzie mam iść na autobus, nakazali pić dużo wody i ruszyłam. To jest to co lubię wędrówki po nieznanym mieście..mega gorąco…autobus za 6 szekli zawiózł mnie do Betlejem. I jestem, leniwie ciesząc się świadomością urlopu i absolutnie nie planując zwiedzania…
Z info praktycznych komary mnie żrą straszliwie…w hostelu poza mną nie aktualnie dużo gości, był Gareth z Londynu pracujący jako wolontariusz z trudną młodzieżą, teraz dołączyła dziewczyna z Japonii. Spokój tego miejsca jest tym czego potrzebowałam i za czym tęskniłam. Nieodmienie zaskakujący sposób jazdy po ciasnych uliczkach i taksówkarze wykłócający się kto danego pasażera podwiezie.Budynki z jasnego kamienia, nieustanne klaksony samochodowe, miasto na wzgórzach…

F

i co dalej

W piątkowe popołudnie odebrałam z uczelni dyplom i tym samym w mojej szafce wylądował papier bez większego znaczenia, którego posiadanie zdecydowanie straciło na znaczeniu i niewiele daje. Mogę sobie dodać przez nazwiskiem trzy literki w zależności od interpretacji oznaczające magistra lub też magazyniera. Teoria mówi, że powinnam dostać jakieś tam pieniądze z racji podniesienie kwalifikacji od pracodawcy, ale pracodawca ma to w głębokim braku poważania i wszelkie podania w sprawie podniesienia wynagrodzenia kieruje do nowo powstałęgo działu HR…Tak uczelnia publiczna zamienia się w korporację, kilka przybyłych z kosmosu osób ma nas oceniać nie mając pojęcia o tym co robimy, oceniać i weryfikować…plotki i domysły płyną szeroką falą. Kilka moich podań o zwiększenie wynagrodzenia, przeszeregowania i tym podobne wylądowało w tajnej szufladzie adresata lub co bardziej prawdopodobne w dziale HR. W podobnej sytuacji jest kilka osób o nieco krótszym stażu pracy niż ja. Kilka innych osób miało fart i dostały podwyżki. Niektóre już jakieś 2 lata temu… Ja w tym czasie skończyłam licencjat i zrobiłam magisterkę, i co? i nic. Mogę tylko mieć małą satysfakcję, że dałam radę.
Zdaje się, że powinnam się cieszyć tym dyplomem, ale nie mam z kim. Planowałam zrobić wspólny wyjazd, ale zgranie w czasie kilku osób okazało się zadaniem ponad siły.
Tak więc jadę sama, po raz kolejny.

Na wykładzie

Siedzę sobie w szkole na wykładzie…fascynująco nudny…sympatyczna pani o tym, że ma z nami zajęcia w piątek późnym wieczorem…próbuje nas zainteresować tematem…idzie to średnio, a nawet gorzej. Grupa siedzi w miarę cicho i czasem notuje oraz ktoś tam robi zdjęcia slajdów. Generalnie rzecz biorąc przedmiot wrzucony nam do planu chyba przez pomyłkę…pewnie dlatego,że kierunek bezp.wewnętrzne podłączono do wydziału zarządzania i finansów i skutkiem tego miewamy tak interesujące przedmioty jak zarządzanie jakością w instytucjach odpowiedzialnych za bezp.wewnętrzne. Gorzej będzie jak coś z tego pojawi się na egzaminie dyplomowym….próbuję słuchać, ale jest
to wiedza tak zupełnie do niczego nieprzydatna…trwa wyjaśnianie procedury certyfikacji…bleeeee.
Spora część grupy spędza czas na przyjemnej rozmowie na korytarzu.

Naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć ciekawie prowadzone przedmioty….szczyty biją parogodzinne analizy poszczególnych paragrafów w tym, czy innym kodeksie prawnym, gdziie nie innej opcji niż wykucie na pamięć….

Nigdy nie mieliśmy możliwości obejrzenia regulaminów przedmiotów, nie wiemy co w nich jest. Na ogół zaliczenie przedmiotu to prezentacja plus obecność, rzadziej jakiś test, czy sprawdzian. Nie bardzo jest możliwość nauczenia się czegokolwiek, wykładowcy często z przypadku, czytający po raz kolejny swoje prezentacje…

przerwa.

dziś w nocy

odeszła ciocia Krysia, choć od dawna z różnych wzgledów i powodów nasze drogi się rozeszły wciąż zajmowała i zajmować będzie ważne miejsce w sercu…wiadomość o śmierci zastała mnie w pracy…resztę dnia przetrwałam na automacie, w stanie nieustannego flashbacka – kiedy pamięć podpowiadała fragmenty rozmów z ciocią, fragmenty wspomnień z dzieciństwa spędzonego w jej domu…zapach i smak,
ktorego tak nagle brak,
gdy ktoś odchodzi,
gdy nagle łapie nas żal i smutek.
teraz płaczę i pewnie troche to potrwa…

we wtorek pogrzeb…

białowłosy

ogólnie znane jest moje uzależnienie od elfów, a w szczególności i ogólności od tych białowłosych, początki szmergla datują się chyba, gdzieś w okolicach, którejś sesji Zwierzowej, gdzie do postaci trzeba było dopisać historię…no i wyszło szydło z worka…potem pojawiła się ekranizacja Trylogii Tolkiena z białowłosym Haldirem …tak Kiszczaku zdecydowanie bardziej podobał mi się Haldir, a nie Legolas i do dziś, na wieczne nigdy nie wybaczę Peterowi Jacksonowi, że wysłał go na śmierć do Helmowego Jaru, nader malowniczą śmierć….ale taką co usunęła ulubionego elfa z fabuły. No ,a parę lat później Hobbit…zgroza i zdziwienie – jak z tak cienkiej książeczki możńa zrobić trzy filmy…postanowiłam  nie zwracać na to uwagi i z dreszczykiem pozwoliłam sobie na kolejną podróż do Śródziemia, gdzie po raz kolejny pojawił się Legolas..ale tym razem przegrał z własnym ojcem Thranduilem….:)