i w związku z tym udałam się na wystawę prac Ryszarda Horowitza,która mieszkańcy grodu Neptuna mogą oglądać w Zielonej Bramie.Nie bez związku z tą wizytą była zachęcająca cena biletu wstępu…
Coolturalnie zakupiłam bilet w kasie i po wyłączeniu smyczy komórką zwanej oddałam się podziwianiu…
i tu zaczynają się schody,bo gdybym nie wiedziała na co idę to bym się nie dowiedziała.
W sali,gdzie wystawiane są prace R.Horowitza brakowało jakiejkolwiek informacji na temat autora jak i również podpisów pod poszczególnymi zdjęciami-kolażami.
Dziwne trochę pomyślałam i grzecznie spytałam o jakiś katalog lub cokolwiek o wystawie…no i owszem było coś…przepiękny album w niestety zaporowej cenie 120złotych polskich.
Pani w kasie była tak miła i zezwoliła na przejrzenie.
Na pełne zdziwienia pytanie,czy ktoś to kupił tylko smętnie się uśmiechnęła…
i wcale nie chodzi o to,że Muzeum Narodowe dało plamę…bo skoro sprowadzają cokolwiek sami lub przez sponsorów to zrobienie tabliczek informacyjnych niewiele kosztuje?!
jako,że po powrocie do domu odczuwałam niedosyt coolturalnych wrażeń poszperałam nieco i proszę…:link1


calkiem cukrowy blogus, jednak skmin nowy typ blodzka ze zdjeciami na http://photoblog.pl a moj to http://seku.photoblog.pl pozdro
Brakowało podpisów pod pracami i notki biograficznej? Taka jest polityka Ryśka z tego co wiem – prac nie tytułuje a skoro płacisz za bilet i wiesz na co idziesz to znaczy, że zapoznałaś się z dorobkiem autora już wcześniej. A katalog za 120 zeta – też Muzeum go nie wydaje przecież, sprowadzają określoną ilość egzemplarzy i tyle. Cena z góry narzucona.
Nie ma co winić organizatorów, we Wrocławiu było podobnie i w innych miastach też tak jest.
Po prostu.
serio?!tylko dlaczego nigdzie nie było wspopmniane o tej „polityce” nie informowania wg życzenia autora?
pozostanę przy swoim zdaniu,że można było to zrobić lepiej i załatwić chociaż jakieś małe informatory.
a NO CIEKAWE TO COS:)
…siedźę u zwierzów 9 godzinę, spowijany przez kota. Zad mi przymarzł do siedziska a oczy wypłynęły ma zewnątrz i szukaą dróg ucieczki. Wieści o winie nadeszły więc w najwłaściwszym momencie…
a ja nadal czekam na maila 😉
od Ciebie :o)
hmm,kto czeka na maila od kogo??
to cool 😉
Nie, no super! Wstyd się przyznać, ale pierwszy raz widzę obrazy tego gościa. A te obrazki na stronce, którą podajesz tylko takie małe mogą być?
to jest jedna ze stronek,które przeszperałam…oficjalna.jeśli chccesz podam Ci jeszcze kilka innych adresów.
o to pewnie pomyłka.
przepraszam.
a moze to taki schiz autora conie??
w dzisiejszych czasach photoshopa te prace nie sa tak naprawde tak szokujace, a moze raczej – nowe – jak byly gdy powstawaly. trzeba to sobie uzmyslowic, zeby docenic.
poza tym, horowitz to jeden z uratowanych dzieki schindlerowi – jest nawet w koncowce filmu. przyjaciel r. polanskiego. wlasciciel przytulnego mieszkania w greenwich village.