po raz kolejny wróciliśmy do błotnistych krain nieumarłych…niestety tym razem nie wszystko poszło we właściwym kierunku…najwyraźniej nasza sława nas już wyprzedza…( odrazu wiedziałem,że to pułapka – krzyczy stojący za moimi plecami Płk.Kiszczak)…
po dotarciu na miejsce akcji okazało się,że dla naszej drużyny i jej orkickich sojuszników przygotowano całą masę atrakcji…wliczyć w to należy podziemne elementale z którymi walczył Cho…fruwające z rykiem po niebie sword demony…oraz prawa ręka szefa wszystkiego,którego sprowadzono specjanie na naszą cześć…ani balista, ani szaleńcza(ostatnia) szarża orków, ani naloty zaprzyjaźnionego smoka nie mogły już zmienić nic…
zdziesiątkowani, pozbawieni magów i co gorsza magicznego transportu brnęliśmy przez błoto do domu.A droga była daleka…i pełna niebezpieczeństw.
Tym razem nasi wrogowie popisali się lepszym wykorzystaniem zdolności magicznych i zaprezentowali nam najnowsze osiągnięcia w dziedzinie magii militarnej, a mianowicie magiczny sztorm gotujący krew ( po takim czymś ugotowany jest nawet mózg) i inne diabelskie ostrza i śmiercionośne mgły.
Tego dnia mieliśmy doskonałą okazję do trenowania szybkich biegów na przełaj.
Jednak nadzieja nie ginie i dzięki wrodzonemu fartowi dusze magów zostały sprowadzone do świata żywych przez smoka.Mimo klęski i strachu natura niektórych się nie zmienia – DeBallantine wiejąc przez bagna dźwigał dwa zdobyczne miecze.

…zaraz tam wrodzona natura! To tylko zdrowy rozsądek i troska o oszczędności na stare lata…
Gwoli ścisłości – ten sztorm miażdżył kości. A to co gotowało krew to zupełnie inna bajka.
A Mała Ruda Maya schowała pod zielonkawym płaszczem czaszkę z lusterkami w oczodołach…
Będzie pięknie wyglądać na stoliku w buduarze przybytku…
eee… chcialbym skomenowac to. ale nie wiem jak?! 😀
Ale klimat! :]
tia… zacukała się Bajka pod wąsem
swiat jest zakrecony a ja jestem jednym z zakretow tego swiata 😉
buziam :*
pod wąsem??hmm,a to coś nowego…
a moze trzeba ta forme walki zmienic?