i już wiem,że warto kupować bilety w nadroższych sektorach i wcześniej przychodzić na koncerty.
Takie ,a nie inne refleksje nasuwają się po fantastycznym koncercie Jarre’a w Gdańsku.Współczuję tym ,co musieli koncert oglądać z dalszych sektorów.Przypuszczam ,że teraz większość z nich żałuje wydanych na bilet pieniędzy.
Nasza ekipa znalazła doskonale miejsca w pobliżu sceny,gdzie w oczekiwaniu na koncert rozgrywaliśmy misję statku zwiadowczego Armagedon:))- co wzbudziło spore zainteresowanie osób w pobliżu.Trudno się im dziwić skoro słuchali jak rozważaliśmy rozmaite wersje uzbrojenia i inne takie przyjemne drobiazgi mające służyc wykonaniu misji.
A potem,gdy temperatura oczekiwania wzrosła pojawił się na scenie Stanisław Soyka,pośpiewał chwilę i ku sporej uldze obecnych znikł.
A Jarre??
Jarre zamienił ponurą i przestarzałą stocznię w miejsce pełne muzyki i blasku,rozkołysał i rozbawił tłum widzów.Niebo nad miastem rozbłysło fajerwerkami i sprawił,że przynajmniej kilku osobom łezka w oku się zakręciła, gdy razem z chórem wykonał sławne Mury Jacka Kaczmarskiego.To był niezapomniany koncert.
Powrót po koncercie to wędrówka przez totalnie zakorkowane miasto,spacer środkiem jednej z najbardziej ruchliwych ulic miasta,mosty zablokowane – dla vipów tylko,niech ich szlag trafi:)),tłum przelewający się przez trawniki i inne miejsca na ogół puste,nabite do granic możliwości kolejki i tramwaje.Zupełnie jakby morze ludzi wylało się ze stoczni i szukało drogi na miasto.
Uciekam do pracy z głową wciąż pełną muzyki i wrażeń,przed oczyma migające światła…
Świnka oglądała koncert w telewizji, i rzeczywiście, żałowała, że nie widzi tego na żywo…
Musiało to być wspaniałe widowisko… yhh
Świnka ma jednak nadzieje, że kiedyś tam w dalekiej przyszłości jescze takowa szansa będzie Śwince dana :)…
Pozdrawiam!
No proszę, a ja ani nie byłam, ani nawet tv nie włączyłam, bo jestem ignorant. o!
Ale Kaczmarskiego lubię 🙂
pozazdroscic
A my przyszlismy 3 godziny póżniej i staliśmy prawie obok Was.
Nie ma po co łazić wcześniej…
to mieliście farta:)))bo sporo ludzi w ogóle do sektora nie weszło,
ja mam taki zwyczaj,że nie lubię nigdzie na ostatnią chwilę chodzić i nie rozumiem tych co zawsze czas mają.
ja z moimi stałam w A-1, prawie środek sceny … widziałam i słyszałam
JESTEM SZCZĘSLIWA !!!
tak masowe widowisko przeżyłam pierwszy raz, jestem jeszcze pod wrażeniem
olać jakieś braki organizacyjne !!!
ważne, że miałam sczęście tam być a jako pokolenie „rok starsze” od Twojego ;-))) miałam okazję na wspomnienia, zdumę, nawet łzy … własnie TAM, na koncercie przesłałam światełko do mojej nieżyjącej córci Natali – też „sierpniowej, z tamtego okresu” …
pozdrawiam i życzę miłej niedzieli PA !
A mi to na to szkoda czasu.
Ja stałem na ochronie z Gryfu na tyłach sektoru C2, ale i tak bylo zajebiscie.
hm… kiedyś jego niektóre nagrania mi się podobały, ale teraz za nim nie przepadam :/
no to fajnie, że fajnie 😉
Taki sam komentarz napisałabym tutaj, ale jest u Kiszczaka. łzy mi nadeszły do oczu, to fakt. To było dla Gdańska niesamowite przeżycie. A le wyobraź sobie jaki to był zaszczyt dla robotników, którzy byli na scenie w trakcie pierwszego kawałka. To wszsytko było niesamowite i poruszające.
dziękuję za ciepłe słowa:)
i cieszę się że dobrze się bawiłaś:)
stocznia nie jest ponura i przestarzala, jest piekna. spojrz na nia w czasie zlotej godziny, kiedy od resztek szyb odbijaja sie na zloto-zielono-pomaranczowo promienie slonca. stocznia jest piekna, bo ma historie.
ach..nie ma to jak dobra zabawa:)
najdroższe sektory? 🙂 my w tym czasie bylismy na zawodach żużlowych w najgorszym sektorze ale i tak było zajebiscie a może za rok będzie stać na lepszy ?:D
a ja czuje sie zupelna ignorantka, bo nie ogladalam tego widowiska, co wiecej! mialam mozliwosc bycia w stoczni wtedy, w tych najdrozszych sektorach, ale… ale jakos tego nie czulam.
teraz troche zaluje czytajac te entuzjastyczne opinie, ale nic to. plakac nad rozlanym mlekiem tez nie zamierzam;P
pozdrawiam Cie serdecznie, i Twojego kotka tyz :>
Szczęściaro! Ja oczywiście oglądałam koncert w TV i dam sobie uciąć wszystkie kończyny, że transmisja wogóle nie oddała atmosfery koncertu. Natomiast Wałesa czytający quaziprzemówienie z kartki rozśmieszył mnie do łez nieomal. Jedynym chyba plusem oglądania koncertu w domowym zaciszu był fakt, ze telewidzom oszczędzono koncertu Soyki…POZDRAWIAM!
Wałęsa jest od Jarre’a starszy o 5 lat. Serio.