i co dalej

W piątkowe popołudnie odebrałam z uczelni dyplom i tym samym w mojej szafce wylądował papier bez większego znaczenia, którego posiadanie zdecydowanie straciło na znaczeniu i niewiele daje. Mogę sobie dodać przez nazwiskiem trzy literki w zależności od interpretacji oznaczające magistra lub też magazyniera. Teoria mówi, że powinnam dostać jakieś tam pieniądze z racji podniesienie kwalifikacji od pracodawcy, ale pracodawca ma to w głębokim braku poważania i wszelkie podania w sprawie podniesienia wynagrodzenia kieruje do nowo powstałęgo działu HR…Tak uczelnia publiczna zamienia się w korporację, kilka przybyłych z kosmosu osób ma nas oceniać nie mając pojęcia o tym co robimy, oceniać i weryfikować…plotki i domysły płyną szeroką falą. Kilka moich podań o zwiększenie wynagrodzenia, przeszeregowania i tym podobne wylądowało w tajnej szufladzie adresata lub co bardziej prawdopodobne w dziale HR. W podobnej sytuacji jest kilka osób o nieco krótszym stażu pracy niż ja. Kilka innych osób miało fart i dostały podwyżki. Niektóre już jakieś 2 lata temu… Ja w tym czasie skończyłam licencjat i zrobiłam magisterkę, i co? i nic. Mogę tylko mieć małą satysfakcję, że dałam radę.
Zdaje się, że powinnam się cieszyć tym dyplomem, ale nie mam z kim. Planowałam zrobić wspólny wyjazd, ale zgranie w czasie kilku osób okazało się zadaniem ponad siły.
Tak więc jadę sama, po raz kolejny.

2 myśli nt. „i co dalej

  1. Życie i codzienna rzeczywistość brutalnie weryfikuje wszelkie marzenia… Im jesteśmy starsi (ale to oczywiście przecież nas obojga nie dotyczy 😀 ) tym ta brutalność jest wprost proporcjonalna do wysokości poprzeczki marzeń.
    I można to przykładowo odnieść zarówno do Twojego „mgr z podwyżką”, jak i wspólnego wyjazdu – skąd ja to znam…
    Prawda, że kiedyś (losie, ciągle się łapię na tym, że myślę o czymś niedawnym a to „kiedyś” to już ponad 20 lat!) było zdecydowanie łatwiej? I co to komu przeszkadzało? Po co ktoś to popsuł?
    Tylko kim jest ten „ktoś”?
    Serdeczności i uściski od Batmana
    Trzym się ciepło!
    🙂

    • Ps. Ależ z oczywistą oczywistością gratuluję tych literek. Może kasy nie będzie ale jak sobie wizytówkę zrobisz (lub np. napis na domofonie) to jak to pięknie będzie wyglądało!
      Przypomniała mi się moja nauczycielka ze szkoły średniej, która była mgr inż. w sprawach zawodowych (typowo technicznych – „moja” branża) ale udzielała się w jakimś stowarzyszeniu promującym wyłącznie jedynie słuszne metody planowania rodziny (ekhm…) i na wizytówce z tej organizacji oczywiście wpisywała te „mgr inż.” – abstrakcja, ale jak mądrze wyglądało!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *