he didn’t say…( z dziennika rangerki)

he didn’t say
it is nice to meet you
he said
it will be nice to eat you!

( lokalna przyśpiewka biesiadna)

Szlaki jakimi przyszło wędrować naszej drużynie robią się coraz bardziej kręte i pojawiają się na nich nieoczekiwani sprzymierzeńcy.
Jeszcze kilka tygodni temu jedynym orkiem jaki mógłby się znaleźć w naszej bezpośredniej bliskości byłby martwy ork, a teraz pewien orkicki książę omawia z nami interesy.
Okazało się,że nie pałają sympatią do swoich nieumarłych sąsiadów i chętnie powitają naszą pomoc. Zdaje się,że zaczynamy mieć opinię wyjątkowo skutecznych w usuwaniu elementów niepożądanych.
No cóż, na brak zajęcia nie będziemy narzekać to pewne. Za kilka sztuk srebra nabyliśmy zacne strzały – oj,bardzo zacne…biedny goblin…
Do drużyny dołączył pewien tajemniczy ork – mnich mający być naszym przewodnikiem.
Podczas wykonywania drobnej przysługi dla księcia kilku kapłanów znalazło się bliżej swego boga,czy też bogini…
Ballantine jak zwykle nieźle na tym wyszedł – ten to ma farta,zabił wcześniej osobistego wroga księcia i sakiewka miło mu ciąży u boku…

co będzie dalej?jak rozwinie się współpraca z orkami??

3 myśli w temacie “he didn’t say…( z dziennika rangerki)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.