goście…goście…

no i mam gości w chacie,przyszli z psem…psicą właściwie.Lata toto teraz po mieszkaniu całym i dźwięk z siebie wydaje nader szczekliwy polując na papierek,piłeczkę lub cokolwiek innego.Zamknęłam się z kotem w pokoju obok i podręcając muzykę próbuję nie słyszeć psa, Psota(kotka nasza) ma już nerwa takiego,że zaczynam się jej bać.Siedzi napuszona obok i przypomina czarno-białą kulę futra.
może napuszczę je na siebie wzajemnie? gabarytowo pasują york i mała kotka…ciekawe, która by wygrała?

zauważyłam, że im mniejszy pies tym bardziej szczekliwy bywa, zupełnie jakby chciał w ten sposób zwrócić na siebie uwagę. najwyrażniej przekłada się to i na ludzi, gdyż im mniej ktoś miewa to powiedzenia, to tym większy robi wokół siebie szum. swoiste podkręcanie ważności własnej osoby i łaskotanie ego swojego. nieważne co mówisz, nieważne co mówią,piszą o tobie…liczy się tylko to, że to robią.

dekalog moherowego bereta

jam jest twój ojciec dyrektor R., który cię wywiódł na plagi egipskie w radio głupoli:

1.nie będziesz miał radiów cudzych przede mną.
2.nie będziesz odbierał radia mego bez wpłaty.
3.pamiętaj, aby w dzień święty rentę przysyłać.
4.czcij ojca swego i rozgłośnię swoją.
5.nie zagłuszaj.
6.nie cudzosłysz.
7.nie przestrajaj.
8.nie unikaj fałszywego świadectwa na antenie mojej.
9.nie pożądaj maybacha dyrektora swego.
10.ani żadnej kasy, która jego jest.

będziesz wspierał ojca dyrektora z całego serca swego, z całej duszy swojej, z całej renty swojej i ze wszystkich sił swoich, a rozgłośnię jego jak siebie samego.

od Awari:
czasem mam dość super wyrafinowanej i przeintelektualizowanej rozrywki z gatunku co to wszyscy się śmieją, bo tak wypada i trendy to jest.
czasem mam ochotę złośliwie pośmiać się z głupoty cudzej i choć wstyd się przyznać, robię to.
czasem sama się innym podkładam będąc pożywką złośliwości rozmaitych.

a czasem śmieję się, gdyż już tylko to mi zostało.

tymczasem…

teoretycznie

powinnam być teraz gdzieś na zakupach jako,że w tym jakże prozaicznym celu zamierzałam wykorzystać dzień wolny od pracy, a praktycznie i jak widać na załączonym obrazku siedzę w domu i słucham muzyki oraz biegam po sieci. W planach zastępczych jeszcze mam porządki w akwarium oraz jakieś prasowanie wykonać powinnam…bleeee jak ja tego nie lubię!
Poważnym lękiem napawa mnie wyjście na zewnątrz, wczorajsze wędrówki na mrozie zakończyły się solidnym wyziębieniem i nawet znajoma warstwa swojskiego tłuszczyku w połączeniu z kilkoma swetrami niewiele dała.Gdzieś tak w zakamarkach pamięci mignęły kadry z filmu Pojutrze i idąc przez osiedle Morena wyobraziłam sobie lodowiec sunący środkiem ulicy.Kiszczak by się ucieszył pomyślałam. Rozbudowując plastyczną wizję wdzięcznym ślizgiem ominęłam samochód i narzekając w duchu na lodowaty wiatr kontynuwałam wędrówkę.
Wrzeszcz powitał mnie morzem świateł i klimatyzacją centrum handlowego.Na zewnątrz zadymka…prawdziwa zima wreszcie.

dla A.

bo ja nie lubię,
gdy uśmiech znika
gdy ból płynie z każdego słowa
i boli moja bezsilność,
gdy pomóc nie mogę.

dla Ciebie jedna z ulubionych piosenek.

death of love

will u kill me as you’re leaving
erase my name, erase my face
take your sins and dreams somewhere else
and bury our love in secret place

will you burn down your life
to start all over again
throw away my favourite dress
the one that’s hidden in your suitcase

you turn red wine into sweet blood
you put me under your spell
under the moonlight life was so intoxicating
this is the death of a love to foretell

you watched my love shyly,slowly
fade out from my impatient eyes
felt you go from hot to cold
yet the sweetness of this sadness cannot be denied

your smile lingers briefly
your final declaration without a tear
and suddenly we become memories
of people who are no longer here

(john porter & anita lipnicka)

come out, come out, where ever you are….

znowu w nocy śnię o wampirach
znowu walczę z potworami
wpadam w pułapki
unikam śmierci
pływam we wrzątku i walczę z nieumarłymi…

a na resztę zwyczajnie czasu mi brakuje,
w sobotę wróciły sesje rpg – moja rangerka postanowiła sobie męża znaleźć…jak przeżyje to może i znajdzie.ostatnio błądzimy po labiryncie w poszukiwaniu serca licza ( to taki niemiły nieumarły typ, bardzo niemiły). a mistrz gry tylko siedzi i radośnie się szczerzy jak pakujemy się w kolejne tarapaty…

ktoś powiedział, że promieniuje ode mnie czarnowidztwo ogólne i jako remedium polecił ten ktoś faceta sobie znaleźć…tjaaa zdecydowanie jak to się mówi niedopieszczona jestem…niech to szlag najjaśniejszy trafi.

i co by ten facet zrobił z kobietą, która nie potrafi z siebie słodkiej idotki zrobić? i udawać głupszej niż jest?

to ja chyba wolę te moje rpg i wampiry, przynajmniej mniej więcej wiem co tam trzeba zrobić…

bredzę czas spać.
dobranoc.

###

Honor to luksus.

stare przysłowie brzeźnieńskie

tak sobie myślę,że to w zasadzie prawda jest.honor i postępowanie według zasad pomału odchodzi do tzw.lamusa i historii.ten,kto postępuje lub próbuje postępować według zasad,czy też honorowo bywa wytykany palcem i dziwnie na niego patrzą.prędzej,czy później wszystko ulega zmianom i wypaczeniom.
no bo co to właściwie jest ten honor?