Hello…

W drodze z pracy do domu przez park…pełen słońca i kolorów….

WP_20151023_001

niby to samo miejsce, a jednak inne….. leniwy spacerek…

WP_20151023_002

wieczorem nerwowe odliczanie minut na połączenie z Brazylią…..i poszło…międzynarodowe spotkanie w wirtualnym pokoju….rozmowa o sporcie, wolontariacie….grupowe zadanie – wymyślcie hasło promujące olimpiadę w Rio….któego teraz niestety już nie pamiętam…wcześniej w tygodniu All about freedom festival w ECS. różne filmy, mniej lub bardziej ciekawe….

i wreszcie weekend…..może się wyśpię…ale trzeba pisać kolejne prace na studia…być poważną studentką w uczelni, której studenci stali się wrogiem publicznym całej dzielnicy wprowadzając chaos parkingowy…strach się bać kolejnych weekendowych zjazdów. ..

spać…spać…spać….

a na deser taki prezent….Awari błogo uśmiechnięta słucha i słucha….

dobranoc.

 

wiadro pomyj

W zasadzie notka miała być o czymś innym, ale przeczytałam …. nawet już nie pamiętam co i kiedy…
to jest taki jeden z zapisanych szkiców, który miał pozwolić kiedyś pisac o czymś innym…miał pozwolić wywalić nieco emocji lub też je gdzie indziej skierować…w sumie przydają się takie przekierowania…

tak jakby trochę niefajnie jest i nie umiem z tym zawalczyć…zwyczajnie nie umiem…wydawało mi się,że pewne rzeczy są oczywiste..ale jednak nie…i w pracy, gdzie jak zwykle wychodzi,że dziewięć lat walki na froncie z 1szym rokiem English Division, gdzie obrywało się na każdym kroku, zwyczajnie nie dając rady z przerostem zadań i pracy…wszystko naraz i najlepiej na wczoraj……i dlaczego kurna Ty jeszcze nie przetłumaczyłaś na angielski tych decyzji…i gdzie opłaty w programie….chcesz polecieć z roboty….i tak jebały mnie w kółko w niczym zupełnie nie pomagając…bo żadna z nich nie mówiła po angielsku..a teraz mają od roku jeszcze jedną w ED…przejęła ode mnie 1szy rok….z lekka odżyłam…a potem mnie szlag trafił na niesprawiedliwość…bo dla tej starej/nowej jest pomoc…są osoby, które dla to i owo zrobią,,,wprowadzą dane do systemu…tak….z talentem próbuje wszystkich wkoło zatrudnić…lata z kierowniczką i jej świtą na papieroski i inne pogaduszki….kierowniczka nie widzi, a może nie chce widzieć jak niesprawiedliwie postępuje. zamiast konstruktywnej rozmowy po raz kolejny dostałam zjeby za niemrawy protest przy zwaleniu obowiązków w nie tym kierunku co trzeba….i jeszcze pewna blond prostaczka rozdarła japę pokazując szczyty swojej elokwencji…nie umiem i nie chcęe reagować na takie chamstwo…uważam,że konfrontacja z kimś takim jest poniżej mego poziomu i szkoda nerwów na coś takiego…rzec można stan zimnej wojny in progress…

a w domu? w domu po raz kolejny przekonałam się jak bardzo moją siostrę zmieniło jej miejsce pracy….jak tam chyba równając do poziomu osó tamże pracując zdecydowanie zaczęła nadużywać chamskiego języka i masy wulgaryzmów…nie poznaję jej…i nie wiem, czy chcę poznawać tą wersję siostry bluzgającej jak dziwka z taniej knajpy…taka podrzędna i niedomyta….jedzie z bluzgami równo i nawet nie kryje się z tym…zupełnie jakby puściły je wszelkie hamulce…na proste i spokojnie zadane pytanie wyjechała z taką wiązanką, że mnie zatkało i szczerze mówiąc odechciało…próbowałam się jeszcze bronić przed tym atakiem..ale , gdy włączyła się mama poddałam się ostatecznie i wycofałam się …to to nie jest normalne….matka sama mówi, że ona przegina, obrabia jej dupę równo..ale nie wiem, nie chce lub nie potrafi przyznać i wesprzeć mnie w sytuacji konfliktowej, gdy mam rację i tego potrzebuję. ona mnie potrzebuje tylko wtedy, gdy braknie pieniędzy i gdy moja siostra nawet dupy nie ruszy, aby zorganizować coś w tym kierunku…tak poprostu…ich koronnym argumentem przy okazji każdej awantury jest to, że na czas remontu parę lat temu zwyczajnie wyprowadziłąm się z domu…pojawiałam się na obiad i odrobinę sprzątania…a teraz teraz siostra konspiracyjnie zaszeptała,że mama już chyba o aferze piątkowej nie pamięta…bo z nią normalnie rozmawia….

ale ja pamiętam i nie planuję zapomnieć przez długi czas…bo jestem wredną pamiętliwą ….panią z dziekanatu1521978_719054848118782_175510566_n