kawa latte czyli notka na zamówienie

o pracy rzecz jasna będzie tym razem, jako,że przytłoczona nieco się czuję dobiegającymi zewsząd pytaniami jak też mi się pracuje w herbaciarni. Niniejszym odpowiem na wszytko hurtem.
Tytułową kawę latte zrobić już potrafię, przeegzaminowała mnie osobiście Aube – weteranka z CoffeeHeaven. Podstawowy problem czyli ubijanie mleka za pomocą pary w budzącym grozie expressie z mnóstwem został rozwiązany. Inny problem w nabyciu praktyki stanowi rzadkość z jaką klienci zamawiają tzw. napoje z bajerami, więc niby na kim mam się uczyć skoro towaru nie można marnować, a sama kawy nie pijam?:)).
Przeżyłam 1szą poważniejszą imprezę podczas, której tylko dbałam, o zapisanie na właściwym rachunku wszystkich pozycji. Dostałam ciasto i szampana, którego z rozpędu na głodnego wypiłam i ten tego humorek miałam wyśmienity wracając do domu.
Rozbroiła mnie uwaga szefa, który imprezował razem z gośćmi i w chwili przerwy zajrzał do mnie – akurat pełna skupienia pilnowałam zmywarki. I z tego stanu wyrwała mnie uwaga „żyjesz jeszcze??”. Ano żyję i zdobywam kolejne sprawności na herbaciano – kawowym polu.
Szkoda tylko, że herbaciany laptop odmówił posłuszeństwa i nie mamy netu. Dokładnie nie wiadomo jeszcze czemu. Robert( szef) coś sprawdzał, ale informacje tego typu nie są dla mnie bardziej zrozumiałe niż wyższa matematyka.
Klienci najróżniejsi jak wszędzie w handlu, ale utwierdzam się w przekonaniu, że co niektórzy wręcz złośliwie pojawiają się w lokalu tuż przed godziną zamknięcia i wielką obrazą reagują na uprzejmą informację o godzinach zamknięcia. Gdańsk wieczorami to miasto martwe. Nie miałabym nic przeciwko dłuższym godzinom pracy, gdybym miała jak z tej pracy potem wrócić. Ale niestety komunikacja miejska zamiera w okolicach godziny tuż przed 23cią.
Muzycznie to herbaciane godziny umila ostatnio chrapliwy głos Roda Stewart’a, powoli zaczynam mieć go dość…zdecydowanie mam go dość!!Jak również smętnawego bluesa, czy jazzu.No cóż Rammstein nie pasuje do klimatu lokalu…ale w moje urodziny będzie musiał pasować!!!

bez treści

jak pisanka…pusta skorupka
z ktorej wyssano żółtko do zrobienia farby,
wyssane życie z barwną skorupką,
puste efektowne opakowanie,
piękne i jaskrawe, a w środku nic…

marzenia do spełnienia

i tylko tyle Wam powiem, że wreszcie pracę mam taką jaką zawsze mieć chciałam,
skończył się stan zawieszenia i konieczności,
mogę się uśmiechać bez strachu i lęku,
mogę mogę mogę wszystko!!!
rety jak ja się cieszę!!!

Wari%20z%20rodu%20Elohim.jpg

a ta pani elfka na obrazku to białowłosa rangerka o imieniu Wari, która ze zwykłej łuczniczki chodzącej własnymi ścieżkami zmieniła się w głowę rodu władającą gildią asasynów, szpiegów. Przebojem wdarła się na salony pełne wyższej polityki i krętactwa ogólnego. Wraz z Movefin, DeBalantinem i resztą przemiłej ekipy z Zaginionej Doliny spróbujemy uratować nasz świat o ile mistrz gry wreszcie ruszy tyłek i uporządkuje sprawy. Zwierzu słyszałeś?

dylematy bezrobotnej

Dziś przyszła niedoszła oraz ewentualna szefowa( jak z herbaciarnią nie wyjdzie) zapytała, czy podoba mi się u niej w pracy i jak się czuję pracując w sklepie optycznym…Zasuwam tam jak mały miś z miotłą i szmatą w dłoni doprowadzając sklep do błysku, w przerwach próbując wbić do głowy wiedzę tematyczną – dioptrie i rozmaite oprawki śnią mi się po nocach, szkła zwykłe mylą z plastikowymi itp, itd…Przecież nie powiem kobiecie,że ta praca to tylko na chwilę dopóki coś lepszego się nie trafi. Martwić się o wyjaśnienia będę jak praca w herbaciarni wypali i już tam zawitam…A tak cały czas w zawieszeniu trwam. Prawdę mówiąc nie sądziłam, że tak szybko pracę znajdę.
A właśnie od dziś jestem oficjalna bezrobotna czyli zarejestrowana. w urzędzie odstałam swoje w kilku kolejkach,zdobyłam parę numerków i wreszcie dumnie ściskając w dłoni status bezrobotnego wypełzłam z tego przybytku beznadziei i straconych złudzeń. Nie należy zbytnio liczyć na pomoc państwa jak się pracę straci…Ale jak się dowiedziałam bezrobotny może iść za symboliczną złotówkę do teatru – trzeba tylko świstek jakiś mieć. hmmm muszę sprawdzić repertuar Teatru Wybrzeże:))). I to jest plus dnia dzisiejszego.

nie cool

nie chcę by było cool,
nie lubię świata cool…
ja lubię zwykłe podwórka z odrapanym trzepakiem i tajemniczymi zakątkami,
gdzie schowały się stare marzenia.
nie jestem trendy i cool,
jestem zwyczajna.

dla zainteresowanych

dziś otrzymałam od koleżanek z byłej pracy wiadomości,że to co mnie spotkało, czyli wyrzucenie z pracy miało być i było lekcją poglądową dla nowych pracownic.Lekcją na temat jak to nie należy się narażać szefostwu…kwestia sporna rzekłabym.
Chwilowo nie potrafię myśleć i skupiać się na czymkolwiek innym poza znalezieniem nowej pracy. Całą swoją energię przekierowałam w tą stronę i liczę, że mój upór w tej kwestii przyniesie efekty.
Wszystko inne jest dla mnie teraz problemem zastępczym i dopóki nie ustawię sobie życia z powrotem na bezpieczne tory nie zamierzam stwarzać wirtualnych problemów. Jak widać na załączonym obrazku świat na zewnątrz potrafi całkiem nieźle dokopać.