jednostka chorobowa

nie do końca wyleczona, ale już potężnie wynudzona…bo u mnie jak lekarz napisał leżeć w wyrku to leżałam, a właściwie przesypiałam całe godziny. nie mam ochoty dzielić się ze swiatem tymi jakże traumatycznymi przeżyciami zwanymi grypą i czymś tam jeszcze z wirusowymi dodatkami. trzeba przyznać, że gorączkowe jazdy to miałam niezłe, elfickie majaki przemieszane ze studentami proszącymi po arabsku o jakieś zaświadczenia….tfuuuuuu któregoś razu obudziłam się w momencie jak elficki król zaczął rozmawiać z Gandalfem po arabsku….

przez weekend zdołałam obskoczyć znajome odmęty internetu, przeglądnąć FB…nie iść do teatru – wypluwanie sobie płuc podczas spektaklu nie byłoby raczej dobrze widziane i z żalem musiałam odmówić zaproszeniu przyjaciół.

teraz dogorywam sobie przed kompem i rozkładam w myślam pracę na resztę tygodnia…nie wiem co prawda, co oznacza ten ostry ból gardła, ale liczę,że nie przerodzi się w coś gorszego, bo nie stać mnie na dłuższe siedzienie w domu. te 4 dni będzie i tak kosztowało ze dwie stówki minus z pensji… ehhh.

dziś dopadły mnie telefony i smsy z pracy, abym zamówiła karnet , any razem z koleżankami się fitnsować i czasem popływać , gdzieś indziej niż w znajomym basenie…trafiły akurat na przypływ mega niezdecydowania połączonego z brakiem chęci do czegokolwiek,że nie sądzę , abym się załapała na rzeczone karnety…

z rzeczy weselszych pomyślnie zaliczyłam 1szy rok na studiach i teraz czekamy, aż profesorowie wpiszą nam oceny do systemu, co w przypadku niektórych może być mocno spóźnione jeśli nie nierealne. potem będziee nas czekał wybór specjalizacji – czymkolwiek, by nie była – w chwili obecnej wydaje się, że z góry narzucony próbny wybór , czyli policja i służby specjane odchodzi w niebyt i mocno na to liczymy – bo te osoby, które pozostały zdecydowanie nie to wybierały i nie mają ochoty na bycie policjantami.

szczerze przyznam, że wydawało mi się iż, to całe studiowanie będzie nieco trudniejsze…a tu ta cała prawda o płątnych szkołach okazuje się być prawdą – wystarczy się nieco przyłożyć i masz dobra ocena jest…chyba,że jest się cichą masą bez własnego zdania na jakikolwiek temat to ten, który powie cokolwiek zgarnia wszelkie pochwały…malutka grupa..więc i nauczyciele nas pamiętają. nie wiem po co oni tu przyszli skoro, ani nie odzywają się na ćwiczeniach…i potem się dziwią,że my piątki zgarniamy i staramy się o stypendium co zresztą planujemy.

niektórzy nauczyciele też nie lepsi od studentów – przychodzą na zajęcia jak z łaski, kompletnie nie przygotowani, bezładnie kartkują jakieś przypadkowe skrypty czytając je na wyrywki, i mamrocząc pod nosem nie do końca zrozumiałe komentarze…i rzecz jasna mówiąć,że płatne studia nic nie są warte…w sumie fakt skoro takich nauczycieli miewamy…niewiele warta jest piątka od kogoś takiego, niewiele. nawet nie udawałam,że coś robię na tych wykładach, żałowałam tylko,że jestt nas tak mało iż nie mogę muzyki słuchać albo książki czytać…a podczas testu przepisywałam z książki odpowiedniee fragmentu, koleżanka czyniła podobnie korzystając z netu w telefonie…a profesor??? wyszdłz klasy mówiąc,że i tak tych testów sprawdzać nie będzie…bo mu szkoda czasu…..

na pocieszenie poszłyśmy sobie do kina po raz kolejny na ostatnią część Hobbita.