dnia dziejszego

nie wiedzieć czemu miałam zdecydowaną ochotę na coś innego niż cotygodniowe posiedzenie w herbaciarni,
wysłano kilka smsów, wykonano telefony i ruszyliśmy sobie na przechadzkę zielonym szlakiem,
szło się miło łatwo i przyjemnie,
tempo wybitnie spacerowe, bo i odległości do pośpiechu nie zmuszały,
czasu starczyło na nazbieranie grzybów bez których nie zostałabym do domu wpuszczona.
Po raz pierwszy chodziłam po znanych lasach szlakiem…i lekką nostalgią napełniło mnie krążenie i kręcenie pętli po krainie dzieciństwa. Leśne polany, brzozowe alejki wciąż są, takie jak je pamiętam, most i działki gdzieś za Brętowem. Szłąm i doganiały mnie wspomnienia…stary cmentarz przy kościele, most z echem i byłam w domu.

dziękuję

za nieodbieranie telefonów
gdy dzwonię
za ignorowanie smsów
gdy piszę

za ciepło odbite
za nie moją miłość
za nie moje pragnienia

ponieważ
tak trzeba i wypada
uprzejmym być
dziękować
uśmiechać się

tak dziękuję za te telefony milczące
niesamowicie poprawiły mi dziś nastrój
wprost tryskam optymizmem i radością życia.

wejście Smoka

biegając po korytarzach i załatwiając sprawy rozmaite zastanawiałam się cały czas kim jest taki elegancki pan, który zawsze mi się kłaniał i mówił dzień dobry, czasem porozmawiał chwilę…na wszelki wypadek byłam miła, grzeczna i urocza…szok lekki przeżyłam, gdy okazało się, że korytarzowe pogawędki uprawiałam sobie z jedną z ważniejszych osobistości na AMG – prorektorem d/s dydaktyki…następne drzwi na korytarzu to już główny rektor…tego pana nie miałam okazji jeszcze spotkać.

na porządku dziennym jest tzw. tytułomania oraz spychologia stosowana. robią to wszyscy bez wyjątku z wielkim talentem. zaczynam pojmować zasady – dobrze mi to idzie. tytuły mylę i mylić będę – niby skąd mam wiedzieć, czy do mego pokoju wchodzi profesor, czy doktor skoro ten ktoś nie uznał za stosowne przedstawić się lub choćby dzień dobry powiedzieć.
literki przed nazwiskiem o niczym nie świadczą, ale za to jak fajnie wyglądają chciałoby się rzec poznając co niektóre osoby z tzw. elity intelektualnej…

dziękować należy sile wyższej,że nie każdy człowiek z dyplomem cierpi na przerost formy nad treścią, czasem zdarzają się wyjątki, ale tylko czasem…generalnie to płynie od nich fala źle skrywanego poczucia wyższości i pogardy dla reszty świata, która nie miała okazji zawitać w progi tej, czy innej uczelni wyższej.

a tytułowy Smok…? to jeden z tych nielicznych normalnych.

na dobranoc

zmęczenie otula mnie
senność rozprasza
nie jestem w stanie
myśleć
czuć
i
pisać.

zamiast tego
czytam
o machinie czasu wg Pilipuka
o świecie starożytnym Miki Waltari
o poezji i poezję

Ludmiła Łogiewa

W moim domu
mieszka Anioł Snu
W dzień ukrywa się
może za szafą
ale wiem
kiedy tylko
litościwy zmierzch zaciągnie zasłony
Przylatuje
cicho
siada na poduszce
koło mojej głowy
łagodnie odcina
wątłą nić świadomości