Chyżwar M.D

czas jakiś temu radośnie uśmiechnięty Kiszczak wręczył mi książkę
marzenie, książkę legendę…nieosiągalny od lat, przedmiot wielu
polowań i licytacji z allegro. wreszcie mogłam przeczytać środkowy tom
Hyperiona Simmonsa.Połączenie opowieści o Władcy Bólu i jednoczesnego
oglądania House M.D zaowocowało wyjątkowo widowiskowym koszmarem
sennym…po korytarzach szpitalnych biegał Chyżwar odziany w lekarski
kitel…pamiętam,że zaraz po przebudzeniu zastanawiałam się, który to
by mógł być szpital, wyszło mi,że pasuje ten na gdańskiej Zaspie,
idealne miejsce do testowania poziomu bólu.

teraz jadę w góry, zabieram kolejny tom tej opowieści, połączę to z
historią kosmicznej bitwy o przetrwanie, gdzie jedną ze stron są
mordercze pająki traktujące zdobywane planety jako magazyny
żywnosciowe.

powinnam się pakować o czym przypomina mi właśnie siostra,
chyba ma rację.

stos wokół placaka, kot krążący pośród tego nieładu.
czas zacząć urlop.
 

co ty wiesz o survivalu…?

w domu trwa szaleństwo związane ze ślubem brata, co i raz dzwoni ktoś z
pretensjami, że dlaczego nie osobiście, że dlaczego córki tej, czy
innej cioci nie zostały zaproszone, dlaczego tylko zawiadomienie,
dlaczego to, czy tamto…rodzicielce skacze ciśnienie, co połączeniu z
pełnią lata za oknem owocuje potem zmęczeniem i ogólnym wyczerpaniem.
przypuszczam, że wszędzie, gdzie odbywają się większe spędy rodzinne tego typu atmosfera bywa podobna.

tydzień temu wybrałam się na rajd z szlakami lewobrzeżnej Wisły. miły i
przyjemny spacer o długości 35 km łącznie. jak się okazało szlaki
wirtualne nijak się mają do znakowania w terenie, ktoś gdzieś się
pomylił i zamiast 35 km wyszło nam prawie 50, GPS pokazał 49,72km.
Trasa przepiękna widokowo, prowadzi w części wałem nad samą rzeką, za
wodą widać w oddali Kwidzyn i inne miasta, w Nowym nie ma stacji
kolejowej, za to są resztki zamku krzyżackiego w których zrobiono
restaurację, mają też tam ulicę Mroczną i schody nad rzekę zamknięte w
sezonie zimowym. zgodnie stwierdzono, że przyjedziemy wobec tego zimą…
dalej było ciekawie, przeszkody terenowe w postaci kałuży o średniej
wielkości, ale sporej głębokości pokonywanej boso, tropikalne zarośla
składające się z imponującej wysokości pokrzyw, rozpalona słońcem łąka,
gdzie przyszło szukać szlaku, wieża widokowa oblężona przez czerwone
owady. spotkania z mieszkańcami zagubionych w lasach wiosek,
kilometr za kilometrem,
i deszcz, który uprzejmie poczekał do chwili, gdy dochodziliśmy na pociąg.

tak, to jest to co lubię i no co warto czekać.