po raz pierwszy od wielu lat podczas świąt zadbałam o własny komfort psychiczny… początkowo było nawet sympatycznie, wigilia u cioci, która nie chciała, abyśmy pierwsze święta po śmierci mamy spędzały same z siostrą w domu…okazało się, że został zaproszony też nasz brat…któremu po wielu latach niepowodzeń zaczęło się układać…i nie to, że mu żałuję…cieszy mnie to….ale przy okazji okazji wychodzi z niego świadoma lub nie pogarda dla mnie i siostry…drobne drobnostki pokazują jak bardzo oderwany od nas jest nasz brat…poza pracą normalnie wykonywaną porobił i zdobył jakieś certyfikaty trenerskie … no i zaczęło się…uważa, że zjadł wszelkie rozumy, a my to takie głupie prostaczki, które na niczym się nie znają…proste wyrażenie opinii na temat fragmentu ubioru aktora widzianego w telewizji spowodowało słowotok na temat krytykowania wszystkiego i nie liczenia się z tym co ten ktoś sobie może pomysleć…i tak w tym stylu przez dłuższą chwilę…a ja tylko powiedziałam, że nie podoba mi się jak pewien aktor wygląda w okularach…i tak od słowa do słowa piękna rodzinna sprzeczka rozkwitła…i ponieważ nie byłam u siebie zdecydowałam się opuścić imprezę i zamiar wykonałam…bo według nalegań rodziny to ja miałam zostać i nadal dać się poniżać…i tu pojawia się sedno sprawy….ileż do cholery mamy znosić dla poprawności politycznej?! ile nieprzyjemności, aby innym było miło ?! aby obrazek wyglądał pięknie?! ta pozornie niewinna kropla była w moim przypadku kroplą , która przelała czarę…poszłam sobie i nawet nie było mi bardzo przykro. Wiedziałam, że tym razem postąpiłam słusznie i dobrze dla siebie, bez oglądania się na innych. Sprawiło mi to sporą ulgę
najlepiej na zdjęciu
Odpowiedz