fly away i zastępcze prezenty

i poleciał gdzieś daleko
zostawił ślad pocałunku
wspomnienie uśmiechu
sms w telefonie.

nie lubię zastępczych prezentów kupowanych z obowiązku, bo tak trzeba i wypada,
nie umiem się cieszyć z kolejnego kompletu kosmetyków,
ile można dostawać takie zastępcze prezenty od rodziny, która jak się okazuje tak naprawdę to nas nie zna i pojęcia nie ma co nam kupić.

ale i tak lubię święta, choćby dlatego, że można wyspać, objadać pysznościami i oglądać po raz kolejny te same filmy w telewizji.

pod jemiołą

obiecałam sobie, że nie będę się przejmować tym, że ktoś mnie o coś poprosił, a potem o tym zapomniał.

postaram się dobrze bawić bez tego kogoś i teraz tylko potrzebuję odrobiny snu i oderwania się od sieci, aby nie było kontaktu z tym kimś.

aby zagłuszyć w sobie coś niedobrego przebijałam się przez miasto w godzinach szczytu, imponujące korki zmieniły 30min trasę w 90min, początkowa irytacja z upływem czasu zmieniła się w pełną fascynacji obserwację ludzi ogarniętych przedświątecznym amokiem.

w pracy wymyślili służbową wigilię, padła propozycja prezentowa, ale jakoś bez odezwu…

wystarczającym horrorem była dla mnie wędrówka z Avatarem przez centrum handlowe w poszukiwaniu prezentów dla rodziny…na dłuższą chwilę utknęłam w sklepie, gdzie na pięknym stojaku wystawiono do sprzedaży repliki mieczy samurajskich…przezornie nie spytałam o cenę i stanowczym tonem poleciłam Młodej, aby mnie stamtąd zabrała.

w zasadzie żadnej z nas nie powinno się wpuszczać na dłużej do księgarni obok i tylko dzięki skupieniu się na prezentach dla innych nasze portfele przetrwały chwilę słabości, lekkie załamanie nastąpiło przy regale fantasy oraz na muzycznych dvd, ale udało się i prezenty nabyto.

a to wszystko po to, by nie myśleć.
temat zastępczy.

after party time

stanowczo protestuję i neguję Kiszczakowe sugestie jakoby możliwe było wbicie zębów w dziąsła…no chyba, że ktoś by pomógł…gdzieś na schodach, w ciemnej uliczce Dolnego Miasta…tak, tam jest to możliwe.

jutro spróbuję oswoić nieco swoje miejsce pracy zabierając tam trochę siebie, z okna będzie zerkać gejsza, a dni w nowym roku będę odliczać w azjatyckim kalendarzu. już i tak mnie tam uważają za dziwną, więc co mi szkodzi…niech się dziwią jeszcze bardziej.

a po pracy ruszę w miasto w poszukiwaniu pomarańczowej kurtki…ewentualnie może być szara…inaczej nie mam się co pokazywać wśród znajomych…zaopatrzono mnie z racji urodzin w puchaty komplet
(czapka i szalik) koloru pomarańczy i teraz rozterka mnie gnębi :)) a tak narzekali na ten kolorek…

dziękuję wszystkim.