smutna

i nie zagram z orkiestrą Owsiaka w górach, nie będzie Morskiego Finału nad Morskim Okiem 9 stycznia 2011.
zwyczajnie nie mam funduszy na bilet do Zakopanego. wszystko co zrobię tego dnia będzie zastępcze i nie będzie cieszyło tak jak kwestowanie w schronisku. nie będzie wspólnego kolędowania z ekipą z Krakowa, nie będzie spotkania z gospodarzami schroniska i tej niesamowitej atmosfery jaka panuje podczas finałów.
no i nie spotkam się z Basią i nie usłyszę jej dzwonka…

na stole stoi skarbonka, leży identyfikator odebrany od Kuby Terakowskiego, stos serduszek do wycinania…

smutno, tęsknię za górami i widokiem Mnicha ze schroniskowej werandy.

któregoś dnia

gdzieś się jak zwykle śpieszyłam,
biegłam na tramwaj…
nie myślałam o nikim i niczym
byle się nie spóźnić
i tylko to się liczyło

i nagle już w drodze
mignął ktoś znajomy
kurzem przysypany
przymusowo zapomniany
dziwne skojarzenie
rozczarowanie
połączone z ulgą…

że nie poznał
że nie zauważył