Gdańska Wigilia 2013 – okiem bałwanka….

będąc wolontariuszem podejmujemy się różnych zadań łącząc przyjemne z pożytecznym, pomagamy bo tak chcemy i dlatego,że tak lubimy… jednak bardzo często przekonujemy się , że nie wszyscy szanują czas i pracę wolontariusza poświęcającego swój wolny czas, aby pomagać. tak też było niestety w przypadku organizatorów tegorocznej Gdańskiej Wigilii…zgłosiliśmy się w kilka osób na wyznaczoną godzinę trafiając w sam środek organizacyjnego chaosu i radosnej improwizacji. pojawiła się osoba wyznaczona do opieki na nami i pierwszy zgrzyt – nie potrafiła odpowiedzieć dlaczego musieliśmy przyjechać prawie dwie godziny wcześniej, skoro przebranie się zajęło nam ok 15 min plus 5 na malowanie…reszta ekipy schodziła się bardzo powoli, zupełnie się nie śpiesząc, a my nudziliśmy się i marnowaliśmy czas, który mogliśmy np przeznaczyć na zjedzenie obiadu i podobnie jak reszta przyjechać na sam koniec!!! w poprzednich latach organizator tejże imprezy nie fundował nam takich przykrych niespodzianek.

no cóż…czas zapełniliśmy pogaduszkami, zdjęciami i kręceniem filmików….

wreszcie po prawie dwóch godzinach ruszyliśmy na miejsce, na Długi Targ, gdzie wolontariusze w roli bałwanków mieli rozdawać opłatki i pierniczki gdańszczanom składając im życzenia świąteczno-noworoczne. szło nieźle do momentu, gdy naród zorientował się, że to za darmo jest… potem było okropnie…i to wcale nie bezdomni i okoliczne pijaczki byli najgorsi – oni na ogół grzecznie dziękowali, porozmawiali i szli dalej stać do kolejki po grzaniec. najgorsze były takie starsze panie i panowie – wyrywali sobie te pierniczki z rąk, niczym bydło przepychali się wchodząc za barierki, gdzie stały kartoniki z ciastkami…ochrona nie była w stanie zapanować na wygłodniałym ( bo za darmo) tłumem. to było żenujące…i smutne. po pewnym czasie kawałki opłatka i papierki od pierniczków leżały wszędzie wokół, a te same osoby, które się przepychały ironicznie pytały czemu tego nie sprzątamy…

takie sytuacje mogą odebrać ochotę i motywację do pomagania. nie wiem, czy zgłoszę się za rok do pomocy przy wigilii…

bałwanki

a reszcie ekipy bałwankowo/mikołajowej dziękuję, bo gdyby nie Wy to byłoby do kitu na maxa.
autorką zdjęcia jest Monika.

żądza pieniądza…( przegląd filmowy).

tylko i wyłącznie mogła być przyczyną dla której cieniutka książka jaką jest Hobbit została podzielona przez Petera Jacksona na 3 części…o ile pierwszą część mogę oglądać tam i z powrotem to druga…hmm, jest zupełnie taka sama jak zrobione przez tego samego reżysera Dwie Wieże, poszarpana, mocno spowolniona i nie do końca logiczna – zwłaszcza w kwestii dodanej postaci elfki Touriel w której równocześnie podkochują się dwaj bohaterowie…jaka tragedia chciałoby się rzec. dla kogoś kto poszedł na film nie znając wcześniej książki to ujdzie jako jeden z wielu tego typu…a ci znający i książkę tak jak ja będą się skupiać na wyszukiwaniu wątków i fragmentów, które pojawią się potem w trylogii np: już wiem na 100% ,że to elfy Tolkiena wynalazły sufring na schodach i po brzegach rzeki….scena mistrzowska – takiego śmiechu dawno nie było. Smaug jest zacny, ale inaczej być nie mogło przy tak zasobnej kasie na realizację.

przy takiej mnogości wersji / kopii filmu w kinach nie ma opcji, aby koszta się nie zwróciły:)))

tym razem nie udało mi się spóźnić do kina jak to było w przypadku drugiej części Igrzysk Śmierci – chyba wszyscy czekali na Lennego Kravitza w roli krawca głównej bohaterki. warto było. podobnie jak na rosyjskie Metro – zadziwiająco dobry film – polecam wszystkim. połączenie czysto słowiańskiej fantazji z niezłą fabułą oraz dobrymi efektami specjalnymi. może ta słowiańskość sprawiła,że film stał się dla mnie bardziej prawdziwy i w duszy zalęgła się lekka niepewność odnośnie podróży metrem…masowo ogląda się produkcje made in usa i nie zwraca się większej uwagi na rozmaite katastrofy zdarzające się w metrze , a tu przez to ,że film jest made in russia stało się to jakby prawdziwsze. iluzja była mocniejsza.