jest mi tu i teraz gdzie jestem,
w domu przyjaciół,
oderwana od pracy i mysli o niej na cały długi dzień,
zwykłe rozmowy o zwykłych rzeczach,
nikt nikogo nie ocenia i nie wytyka palcem,
gromada szalejących maluchów do pomocy przy sprzątaniu akwarium,
rybki wyławiane chochlą do zupy, bo ciotka Awari zapomniała zabrać specjalne sitko…o dziwo inwentarz przeżył te ekscesy i pływa w nowym lokum,
bojownikowa stroszy się i uczy moresu nowo przybyłe gupiki ganiając je pomiędzy roslinkami, a Natalka i Barti z nosami przyklejonymi do szybek pilnie śledzą te wyścigi, by po chwili podstępnie zaatakować ciotkę poduszkami,
nawet mała Zuzka przyłączyła się do bitwy na poduszki i inne pluszaki,
mamy ekipy patrzyły z daleka pełne satysfakcji, że mają chwilę odpoczynku, a ja płakałam ze śmiechu przykryta stosem miśków, poduszek i kocy…
dobrze jest mieć takie miejsca i przyjaciół do których można wracać.
