zwyczajnie dobrze

jest mi tu i teraz gdzie jestem,
w domu przyjaciół,
oderwana od pracy i mysli o niej na cały długi dzień,
zwykłe rozmowy o zwykłych rzeczach,
nikt nikogo nie ocenia i nie wytyka palcem,
gromada szalejących maluchów do pomocy przy sprzątaniu akwarium,
rybki wyławiane chochlą do zupy, bo ciotka Awari zapomniała zabrać specjalne sitko…o dziwo inwentarz przeżył te ekscesy i pływa w nowym lokum,
bojownikowa stroszy się i uczy moresu nowo przybyłe gupiki ganiając je pomiędzy roslinkami, a Natalka i Barti z nosami przyklejonymi do szybek pilnie śledzą te wyścigi, by po chwili podstępnie zaatakować ciotkę poduszkami,
nawet mała Zuzka przyłączyła się do bitwy na poduszki i inne pluszaki,
mamy ekipy patrzyły z daleka pełne satysfakcji, że mają chwilę odpoczynku, a ja płakałam ze śmiechu przykryta stosem miśków, poduszek i kocy…

dobrze jest mieć takie miejsca i przyjaciół do których można wracać.

gorsza od faszyzmu

jest tylko nadgorliwość jak mawia popularne powiedzenie…
chciałam nadrobić w sobotnie przedpołudnie trochę zaległości w papierach w pracy…no i grzecznie mówiąc nic z tego nie wyszło, bo pani portierka nie zostawiła dla ochrony mego klucza od pokoju, wobec powyższego siedzę w pokoju koleżanki i piję herbatkę do towarzystwa.
wypiję i pojadę dalej…
a w pracy trwa szaleństwo przed audytem, każdy drobiazg urasta do rangi kataklizmu, wszystkie łącznie z kierownictwem przypominamy granaty z których ktoś wyjął zawleczkę i tylko czekać na wybuch.
uroku pracy w dziekanacie dodają studenci, którzy w większości myślą, że wszystko da się załatwić na ostatnią chwilę, a gdy „wredna” pani z dziekanatu wzywa „biednego” studenta i informuje o tym co powinnien dawno zrobić rozkręca się awantura. czy to takie trudne wziąć od profesora wpis do indeksu na czas?! czy to trudne załatwić sobie w ciągu miesiąca przepisanie ocen?! nie, wystarczy tylko chcieć…

zza oceanu płynie uśmiech wyczuwalny w głosie, niech on już przyjedzie i niech zobaczę ten usmiech na żywo.

idę do domu…nie chcę siedzieć w pracy bez sensu.

sprzedawcy kapusty

to jedna z opcji jaką wymyśliła wczoraj ekipa grająca w Danowej sesji rpg, opcja, która miała nam umożliwić ucieczkę przed pościgiem. nic tak nie wzbudza podejrzeń jak ekipa sprzedawców kapusty jadąca na koniach środkiem lasu. a już zupełną drobnostką jest obecność w tejże ekipie subtelnej ferii z drewnianymi stópkami, rogatego demona, złotookiej dziewuszki oraz człowieka roju…trochę przed pośpiesznym odwrotem nastąpiła drobna potyczka w wyniku, której tron pewnego państwa pozostał bez następcy…możliwe, że tatuś w/w postanowił się dowiedzieć, kto wysłał potomka na wieczne łowy…
i sprzedawcy kapusty udali się w dalszą drogę…

a w pracy? w pracy szefowa wygłosiła orędzie na temat niezdrowej atmosfery panującej u nas pokoju. nie sądzę, by cokolwiek to zmieniło. ogień i woda nigdy się ze sobą nie pogodzą.