nie lubię poniedziałków…

gdy dzień zaczyna się na nie…
gdy remanent w pracy jest…

nie lubię poniedziałków…
nie lubię poniedziałków…
nie lubię i już!!!

poniedziałkowy bilans:

remanent wykazał pewne braki – cóż bywa,”realny” świat upomniał się o swoje prawa i trzeba będzie zapłacić.

lekko nerwowa pogawędka z szefem na temat wiecznie zmieniających się reguł i zasad.delikatne sugestie,aby może to jakoś ujednolić nie spotkały się ze zrozumieniem.

na deser sprzątanie półek i ponowne układanie stosów biżuterii w miłe dla oka desenie:))mówię Wam nie ma nic bardziej rozkosznego niż rozplątywanie łańcuszków rzuconych na stos przez wiecznie śpieszących się kierowników!!

(oj czyżbym narzekała heheh?!)

nie lubię poniedziałków…
gdy dzień zaczyna się na nie…
gdy remanent w pracy jest…

nie lubię poniedziałków…
chyba,że list od W w domu czeka…
wtedy lubię.

dziwne objawy…

u siebie ostatnio zauważam i wielce niepokojące mi się to wydaje…no nie doprawdy chyba powinnam się bać…to jest za piękne…mnie się takie rzeczy nie zdarzają,ktoś tam się najwyraźniej pomylił…

smsa dostałam od W : list wysłany, no więc czekam nerwowo zerkając na skrzynkę pocztową i z trudem powstrzymując się od telefonu,czy innego kontaktu, bo jeszcze mi ucieknie:))),

nic na siłę tak sobie powtarzam jak mantrę, nic na siłę …

lato tego roku zapowiada się nad wyraz ciekawie…

kill the team… ( for sir Andreus )

w dniu dzisiejszym do Wari dotarły grozę budzące wieści o wyczynach sir Andreusa…wywołały one wściekły zgrzyt zębów i pomogły w podjęciu decyzji,której wykonanie jest już tylko kwestią czasu!!!

dokładniejszy opis tej pełnej pożałowania atrakcji,która była udziałem moich przyjaciół znajdziecie w pamiętniku naszej magiczki(…)

doprawdy nie sądziłam,że noszenie zbroi powoduje aż tak katastrofalne obniżenie się poziomu inteligencji u ludzi!!Amdreusie wstydź się!!! rangerka z niedowierzaniem pokręciła głową myśląc o konsekwencjach jakie dla niej i reszty może przynieść dalsze towarzystwo chodzącej puszki prochu(hmmm,czy w naszej dolinie jest proch?!)…

całkiem sprawnie poszło mu zmarnowanie kilku godzin jeśli nie dni ciężkiej pracy dryżyny jakie spędziliśmy na odszukaniu świątyni nad jeziorem i próbach przełamania złego czaru.

taaa,skoro Wari nie będąca bezpośrednią uczestniczką walki z potężnym nieumarłym zgrzyta zębami to cóż powiedzieć można o reszcie ekipy mniej lub bardziej poranionej,
cóż można wspomnieć o Mistralu i magiczce,którzy spędzili sporo czasu na próbach znalezienia sposobu przełamania złego czaru,o Wermucie,Cho,Mayi i młodej Blitz,którzy pomagali w miarę swoich możliwości i Therion,który podobnie jak rangerka uczestniczył w pierwszej fazie oczyszczania świątyni…

kill the team

to właściwe określenie na postępowanie pewnego rycerza,którego imię jakoś nie chce mi już przejść przez usta…coś takiego lubi się mścić…oj lubi…

a na koniec,żeby było weselej pojawił się już znany nam czarny smok i już wiemy jakie zlecenie mamy wykonać…

rety,ale się cieszę!!!

wreszcie „realny” świat zrobił się jakby milszy…

niniejszym informuję radośnie się przy tym uśmiechając,że w dniu wczorajszym podpisałam w pracy umowę na czas nieokreślony co oznacza,że mam pracę na stałe!!!

wreszcie uśmiech będzie szerszy i weselszy!!!

rety,ale się cieszę!!!

trzeba żyć…

trzeba żyć naprawdę,aby oszukać czas.
trzeba żyć najpiękniej,żyje się tylko raz.
trzeba żyć w zachwycie: marzyć,kochać i śnić.
trzeba czas oszukać,żeby naprawdę żyć.
Anna Maria Jopek

przez zupełny przypadek zerkając w kalendarz uświadomiłam sobie,że to już rok…rok od chwili,gdy pewien ktoś powiedział,że mnie już nie kocha…rok od chwili,gdy straciłam pracę,którą lubiłam…

ogólne dzięki dla moich znajomych i przyjaciół za cierpliwość i zrozumienie w tamtym czasie:)))

teraz mam nową pracę, co do nowego mężczyzny u boku to hmmmm pozwólcie,że dyplomatycznie pomilczę…

zarażono mnie poważną chorobą o nazwie RPG,czyli gry fabularne i teraz sobotnie popołudnie bez sesji u Kwisatza to popołudnie niepełne i nieciekawe…jak to miło jest zabić trola,goblina,czy też inną bestię lub też zakochać się w zielonookim elfie… (Avakuma to przez Ciebie…pamiętam,kto mnie zabrał na pierwszą sesję…)

poznałam urok bycia hostessą i stania na promocjach – wyjątkowo stresujące zajęcie,

zdecydowałam się pisać bloga:)))efekty poniżej do wglądu,

na pocieszenie po stracie pracy i mężczyzny kupiłam sobie akwarium i muszę przyznać,że terapia okazała się zadziwiająco skuteczna!!!

pojechałam w kilka różnych miejsc,
poznałam wielu mniej lub bardziej wartych poznania ludzi…

jest ok!!!to tyle i do usłyszenia.

dekalog ( wersja kolejna )

10 dowodów na to,że komputer jest mężczyzną:

1.Komputer nigdy nie zrobi sobie sam niczego do zjedzenia.
2.Pod efektowną obudową jest głównie pustka i gorące powietrze.
3.Nie robi nic dopóki mu nie pokażesz, jak to zrobić.
4.Im bardziej szczegółowo mu wyjaśnisz, jak to zrobić, tym wolniej to robi.
5.Gdy tylko na chwilę się oddalisz, natychmiast przechodzi w stan bezczynności lub zasypia.
6.Jest zawsze chętny do pomocy, ale gdy naprawdę jej potrzebujesz to…
7.Gdy sprawy idą źle, on jest z siebie zawsze zadowolony.
8.Nigdy nie możesz za nim nadążyć, zawsze kończy pierwszy.
9.Potrafi genianie udawać idiotę.
10.Najważniejsza jest dla niego najwyższa liczba na procesorze i wielkość „twardziela”.

na tropie sensu istnienia…

w sobotnie popołudnie drużyna wreszcie zaczęła pojmować w co się wplątała…
pojawiając się dawno temu w wieży Szarego Maga:),

jeśli zaś pomyślicie,że powolne dochodzenie do prawdy spowodowało gwałtowną chęć odwrotu u naszych bohaterów to w życiu się tak nie pomyliliście!!!

nasza dzielna,aczkolwiek nieco szalona ekipa radośnie ruszyła na spotkanie kolejnych przygód.

Rangerka Wari i sir Andreus po złożeniu wyczerpującej relacji Szaremu Magowi spędzili kilka sympatycznych godzin relaksując się w znajomym przybytku z czerwonymi latarniami,Wermutt odwiedził znajome lokale z wyszynkiem…

pijanego w sztok deBalantine’a do kwatery przy wieży Szarego odstawili Cho i Mistral,którzy dotarli do Montermatt z Ellivan.

pomińmy sposób w jaki wymienieni wcześniej panowie doprowadzili naszego złodziejaszka do stanu użyteczności …

jakoś tak w międzyczasie Mistral przeprowadził rozmowę z duchem w odkrytej sporo wcześniej(na terenie doliny) świątyni i zdecydowaliśmy się podążyć tropem informacji jakie zdobył podczas tejże rozmowy.

ruszyliśmy przywracać równowagę świata

pomimo chwilowej nieobecności naszej magiczki(ciekawe,gdzie ona się podziewa swoją drogą hę??!!) ruszyliśmy przwracać wiarę w starych bogów…jeszcze nie wiemy co z tego wyjdzie,aczkolwiek jak zwykle początki są niezwykle bolesne o czym przkonują się właśnie Andreus wraz z Mistralem,Cho i deBallantinem walcząc z nieumarłymi w świątyni nad odległym jeziorem.

podróż do świątyni zaprowadziła nas daleko poza granice rodzinnej doliny w całkowicie obce rejony przez które o dziwo prześliśmy bez większych problemów ( pomijając demona zwanego hunterem,który co jakiś czas pojawiał się w zasięgu wzroku,ale o dziwo nie przejawiał chęci ataku – wręcz przeciwnie jego działania sprawiały wrażenie oczyszczania szlaku z niepożądanych elementów czytaj goblinów i orków,których świeże zwłoki znaleźliśmy…)- o czym poinformowali zwierzęcy zwiadowcy zwerbowani przez rangerkę przy pomocy magii…

w chwili obecnej białowłosa stoi i u stóp kamiennej świątyni nad jeziorem i lekko zdenerwowana czeka na wynik potyczki z nieumarłymi…

gdzie ta magiczka do cholery!!!o rety co tam się dzieje…

pojedynek w toku…

on wie lepiej…

ten mój „przyjaciel”…wie lepiej co chciałam powiedzieć i co powiedziałam…wie lepiej jak to innym powiedzieć…wie lepiej co myślę,czuję i do cholery sądzi,że mnie to bawi!!!

ulubionym sportem mojego „przyjaciela” jest docinanie mi na tematy rozmaite głównie związane z moim byłym facetem jak również przedstawianie własnych wersji moich wypowiedzi na dowolny temat.

taaaa,to może i bywa zabawne,ale do czasu.

special 4 Kiszczak

Szekspir w pigułce …( sponsored by Kisuna)

Romeo i Julia :
Rody Werony: wraży raban
Młodzi :hormony
Starzy :szlaban
Mnich :zielarstwem lekarstwo
Finał :trup grubą warstwą.

Hamlet:
Duch :brat jad wlał do ucha
Syn ducha psia jucha
Stryja w ryj drastyczny krok
Zwłoka. Jej finał :stos zwłok.

Macbet:
Szkot: bestia bitna
Żona: ambitna
Ręce umywa. Ma gdzieś.
Bór: marsz na mór!
Finał: rzeź.

Otello:
Tło: gondole i doże
Centrum uwagi: łoże
Wąż: Jago
Mąż: „Ja go..”
Duszona: żona
Finał: obsada kona.

Juliusz Cezar:
Forum. Togi.
Gołe nogi.
Klika: szefowi nóż w plecy.
Finał: trup, kalecy.

Król Lear:
Król-ojciec: lebiega
Błazen: go ostrzega
Córki: dwie złe, jedna lepsza.
Finał: wszystko się rozpieprza.

Ryszard III
Garbus: knuje
Wokół szuje.
Ząb za ząb.
Królestwo za konia.
Finał: zbiorowa agonia

m/s krążownik…

to takie swojskie określenie osobnika płci przeciwnej,który najwyraźniej w świecie sam nie wie czego chce.
jest miły,sympatyczny…czasem aż za bardzo…pomocny i tak dalej.

krążownik krąży wokół wielu kobiet i wobec wszystkich zachowuje się identycznie…

(jednocześnie dziwi się,że żadna z nim dłużej nie wytrzymuje.)

tłumaczy to sobie pracą i nieśmiałością,ale jakoś nie zauważa,że kobieta lubi się poczuć wyjątkowo i nie lubi,gdy jest traktowana jak jedna z wielu…

nie sposób traktować takiego serio nawet przy największych staraniach.

przykre,ale prawdziwe.