tam, gdzie pies gwałci królika…

i nie jest to bynajmniej chorym filmem, czy też koszmarem sennym. jak się okazało zwierzyniec w pilnowanym mieszkaniu jest nieco dziwny…pies gwałci królika, a królik nogę psa…po tym traumatycznym doświadczeniu jakim było przypadkowe zauważenie ich w chwili hmmm intymności stanowczo mam dość…:)) królik ma areszt klatkowy, a pies śpi właśnie smętnie gdzieś w okolicach kanapy.

szczerze mówiąc mam serdecznie dość tego miejsca…nie zniosłabym mieszkania w blokowisku, gdzie sąsiedzi z bloku obok zaglądają w okna, bo tak jest fajnie i zabawnie…dzieciak mieszkający za ścianą ma paskudny zwyczaj bawienia się na tarasie i dla rozrywki szarpie za klamki mieszkań, babcia bachora wchodzi do cudzych mieszkań bez pukania i bez krępacji pyta – nie ma tu mojej wnusi?!
wszystko słychać, zza firanek ogladają Ciebie dyskretne sąsiadki rozważając coż to za obca pojawiła się w mieszkaniu dwóch facetów…

co jeszcze?
a tak spacery z psem odbywają się na krawędzi wąwozu, czy też jaru w którym buduje się zbiornik retencyjny. wszystkie okoliczne pieski są tam wyprowadzane jako,że w okolicy brak terenów zielonych i w związku z tym bywa ciekawie…idąc z psem można się natknąc na grupki spożywające napoje rozmaite lub też oddające się uciechom cielesnym – tu moim zdaniem trzeba być wyjątkowym desperatem…okoliczne krzaczki są toaletą dla psacerujących psów…więc ten tego…psa muszę wyprowadzać na smyczy, a jest to rudzielec wyjątkowo energiczny i średnio posłuszny, z rodzaju najpierw szczeka i zaczepia…a potem jego trzeba bronić.  tak więc bronię w relatywnie najlepszy sposób trzymając z daleka od innych psów.

jeszcze tylko 4 dni tutaj.

sobotni spacer

po lesie ze znajomą i jej psem miał być przyjemnością …i w sumie tak było, choć nie do końca. Pies, a właściwie psica o imieniu Rea przywitała mnie radośnie i poszłyśmy przez uliczki sopockie w kierunku lasu. do pełni psiego szczęścia brakowało badylka do rzucania i wspomnianego wcześniej lasu do biegania. badylek znalazł się na skraju lasu, gdzieś na Reja i tam Reicia radośnie pobiegła po ścieżce, a my znacznie wolniej za nią. zajęte rozmową nie zwróciłyśmy w pierwszej chwili uwagi na lekkie zadymienie panujące w lesie, zatrzymał nas widok płomieni w miejscu w którym ich być nie powinno.
palił się las i to tak całkiem energicznie, szybki telefon i po ok. 5 minutach zajechała straż pożarna i wszystko dobrze się skończyło.

112 działa…i tak być powinno.

a Rogatej i Reici dzięki za cudowny relaks i zabawę jaką zawsze mamy na spacerach.
ciekawe, kiedy dotrą do mnie zdjęcia.