ej Tafcie…

po raz pierwszy od wielu lat wychodzę do pracy z uśmiechem, to naprawdę odświeżające uczucie, gdy wie się ,że tam naprzeciwko siedzi ktoś z kimś znajomość jest czystą przyjemnością i nawet wspólna praca tego nie psuje. próbuję się nie cieszyć zbyt szybko i nie przywykać, bo jeszcze zapeszę i Taft mi ucieknie jak jej poprzedniczki. teoretycznie panie poszukiwały pracy,ale jakoś tak niemrawo i bez przekonania. nikt, kto nie pracował u prywaciarza za 1/2 lub 1/4 etatu nie doceni właściwie pracy na państwowej posadzie. niewielu przyjdzie do głowy, że poranne wstawanie o barbarzyńskiej porze 5.45 rano to niewielka cena za terminowe wpływy na konto i pewność, że nie polecisz bez powodu.
a Taft, Taft trafiła do mnie przypadkiem zupełnym i fartem cudownym sprawiając,że wreszcie nie jestem w tym miejscu sama i jest tam ktoś kto mówi tym samym językiem.

i szczerze…jednego tylko szkoda,że nie będziemy mogły brać razem urlopów,aby gdzieś pojechać.

świat nabrał kolorów, jest dobrze.