ni cholery!!!

pewien ktoś do oka wpadł…
i wypaść nie może…

ni cholery!!!

nie skutkuje nic
przemywanie wodą kilkakrotne
soczewek zdejmowanie
oczu przecieranie

ni cholery!!!

pewien ktoś do oka wpadł…
i wypaść nie może…

i wytoczono działa…

czy to takie zrozumieć,że każdy ma swoje zdanie na jakiś tam temat…czy trudno pojąć,że ukształtowało się to zdanie na podstawie jakichś doświadczeń…opinie się do nich również zaliczają,czy tego chcemy ,czy nie…a to,że nie mamy ochoty zmieniać przekonań i opinii to już całkiem inna sprawa i doprawdy niesmakiem zaczyna mnie napawać dyskusja poniżej,która zaczyna zbaczać z tematu,który poruszyłąm i przenosi się w sferę jakichś zaszłości osobistych pomiędzy adwersarzami…

dajcie sobie na luz i nie róbcie z tego miejsca pola bitwy!!!

to tyle,a teraz idę do pracy…

z życia wzięte…

zadzwonił do mnie wczoraj kumpel,kolega – właściwie przyjaciel jako,że znamy się od nastu lat…poznaliśmy siebie prze te wszystkie lata jak przysłowiowe łyse konie…niby nic nie powinno zaskoczyć,ale jednak rok temu zdałam na egzamin z przyjaźnii, gdy G. przyznał mi się,że jest gejem…podobnież bał się mojej reakcji i dlatego ukrywał to przez wiele lat…mam wrażenie,że obie strony poczuły się lepiej po wyjaśnieniu kwestii…

w międzyczasie poznałam kilku jego przyjaciół z którymi zawsze świetnie się bawiłam i mile ich wspominam…

chcę powiedzieć słów kilka o tym ostatnim,który jest katolickim księdzem i w wyjątkowo nieprzyjemny sposób zakończył tą znajomość…chcę powiedzieć jak nie lubię takiej hipokryzji i nieczułości wśród ludzi – obojętne,czy ksiądz,czy też nie!!! jak nie toleruję takiego wykorzystywania emocjonalnego drugiego człowieka dla kilku chwil przyjemności i potem porzucenie tejże osoby…bo jak ksiądz powiedział sytuacja go przerosła…konflikt pomiędzy tym co robi,a tym co czuje nagle wystąpił…teraz mój przyjaciel jakoś dochodzi do siebie i heh patrzy jak to jego były znajomy podrywa dalej chłopaków na czacie gejowskim…widać konflikt przekonań minął księdzu z Południa Polski…i brzydko mówiąc ma ochotę na świeże mięsko…

brzydko proszę księdza..oj brzydko ksiądz postępuje…do spowiedzi trzeba by się wybrać…

odmienne stany świadomości…

z notesu spisane Kiszczakowego:

Kobiety nie znają pojęcia terytorium, bo same nim są…

zasłyszane w pubie:

Widzę światełko w tunelu, tylko kurwa czemu jest czerwone??!!

a wszystko to, aby zagłuszyć lekką tremę i niepewność przed wizytą u lekarza…uprzedzając ewentualne przypuszczenia nie będzie to psychiatra…tylko okulista o szaroniebieskich oczach co zdecydowanie uprzyjemnia wizytę…no więc będą mi badać dno oka i coś tam jeszcze – można być pewnym,że wszelkie naukowe terminy stanowią dla mnie magię czarniejszą niż dno piekła…średnio podziałały wyjaśnienia Avakumy,która wszak medyczką jest…
nadal trema jest…
się boję…

czy ktoś mnie potrzyma za rękę??

klimatycznie…

…niebo jest po to, żeby przykrywało sobą wszystko, co istnieje na świecie…
a ziemia, po to, żeby nosić na sobie wszystko co istnieje…

zmęczona po pracy…

stevie wonder śpiewa
i just call to say i love U…
śpiewam z nim

niewyspana…

teraz rammstein daje czadu
let me see you stripped
hmmm, czy powinnam?nie mieszkam sama:))

niecierpliwa…
zakręcona…
niepewna..

zapaliłam świeczki – cynamonem pachną…

odpoczywam…

Lustrzaki ( fragment)

Czy zastanawialiście się kiedyś co powoduje nerwowe zerkanie przez ramię,gdy stoi się przed lustrem?
Czy pomyśleliście,że umykający cień widziany kątem oka nie jest tylko złudzeniem, grą światłocienia??

Jeśli nie jest to cień,kłębek kurzu to co…no co powoduje,że czasem boimy się zerknąć w lustro…

Tak, boimy się „lustrzaków” dla których wszystkie powierzchnie odbijające światło są bramami do światów. Wędrują pomiędzy nimi na kryształowych strunach przecinających gwiaździstą pustkę. Przed chłodem chroni je srebrzysta sierść na któej osiada gwiezdny szron.
Lustrzani szamani od reszty odróżniają się białym kolorem sierści. Zależnie od doświadczenia, wieku i mocy nabierają umiejętności wychodzenia z różnych powierzchni odbijających,np: z kałuż,naczyń itp.
Standardowo wychodzą tylko z luster.
Jeżeli staniesz pomiędzy lustrami mogę ukraśc Ci duszę lub ją uwięzić. Każdy lustrzak nosi przy sobie kawałek stłuczonego lustra,by mieć możliwość ucieczki.
Podglądacze, psotnicy i złodziejaszki – do naszego świata sprowadziła ich nieopanowana ciekawość.
Ludzie otworzyli drogi tworząc pierwsze lustra i wpuszczając do ich świata światło słońca.
Mieszkają w domach ze srebrnych blach, na parapetach trzymają cynowe stokrotki, a na płotach wylegują się platynowe koty o skrzydłach z księżycowego blasku.
W srebrnych inkrustowanych macicą perłową skrzyniach przechowują błyskotki ze świata ludzi.Tak więc opinia srok jako złodziejek jest całkowicie błędna i fałszywa.
Lustrzaki przechodzące do naszego świata poprzez rzeki, stawy, czy też jeziora przyczyniły się do powstania ludowych opowieści o wodnikach i utopcach.

lustro.jpg

nie powinno się…

robić wielu rzeczy…
a jednak to robimy…
nie powinno się…
a jednak…

a najgorsze i najwredniejsze jest to, że czasem swoje frustracje i niepowodzenia odbijamy na znajomych i przyjaciołach…co z tego,że potem mamy kaca moralniaka…kurwa co z tego!!!nic tego nie usprawiedliwia…bo jak wymazać z oczu przyjaciół frustrację i zdziwienie,gdy czyjeś nagłe skretynienie zepsuło im zabawę…czasem mam ochotę palnąć się w tą pustą makówkę co mi się na szyi kolebie,palnąć i patrzeć ,czy równo puchnie!!!

przepraszam…iza,jarek i reszta…przepraszam.

uzależnienie…a jednak!!!

a jednak jest to uzależnienie,kolejny raz zbyt szybko przywykłam do rozmów,do czyjeść obecności…
powinnam się już dawno nauczyć,że takie coś nie ma sensu…uzależnianie się od ludzi lub raczej zbyt szybkie przywykanie do ich obecności w naszym życiu nie przynosi niczego dobrego…bynajmniej mnie nie przyniosło – jak do tej pory…żesz fak jak mawia pewna znajoma…jak nie spróbujesz to nie wiesz co straciłaś…

żesz fak,żesz fak…żesz fak!!!niech mnie ktoś walnie i stanowczo poradzi bym zajęła się czym innym,a nie smętnym rozmyślaniem o kimś tam…jakimś kimś tam od kogo się coraz bardziej uzależniam….żesz fak!!!

to nie tak miało być….pianka story

to nie tak miało dziś być,zupełnie nie tak…(tu następuje pełne rezygnacji westchienienie,któremu przeczy wesoły błysk w oku)…
plany na dzień dzisiejszy pozostały planami…
no niezupełnie,ale do tego już się głośno nie przyznam…
bo ja jestem taka cichociemna co boi się sobie zapeszyć coś fajnego (kolejny wesoły uśmiech)…
ale jak mawia przysłowie w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone,więc…
będę knuć plany przewrotne…
będę wredna i podstępna…

a to czy chodzi o wojnę,czy miłość rozstrzygniemy innym razem!!!

na dobranoc instrukcja obsługi pianki by draco:
zaaplikuj piankę na czoło i powolnymi kolistymi ruchami wetrzyj delikatnie w stopę…

ciekawe w zasadzie o jaką piankę mu chodziło hmmm:))).

mam w domu tygrysa…

jest to groźna,nawet bardzo groźna czarno – biała bestia…tygrys bez większych problemów przetrwał pełną wrażeń sylwestrową noc…w końcu ma już pewne doświadczenie – to już trzecia taka noc w jej karierze…aczkolwiek długotrwałe przebywanie w strefie zagrożenia wywarło na nią pewien wpływ…zrobiła się z lekka nadpobudliwa,czego efektem są nieoczekiwane ataki na rozleniwioną świąteczną atmosferą rodzinę…rany zostały opatrzone…pełen moralnej satysfakcji tygrys zajął się w spokoju kolejną drzemką na szczycie niezdobytej twierdzy jaką jest szafa…

a ja, no cóż w noc sylwestrową bigos zapijałam francuskim winem,pizzę szampanem i z wysokości Baszty Myszy podziwiałam fejerwerki wyłaniające się z mgły nad miastem,fajnie było…w drodze powrotnej jakiemuś kibicowi Lechii nie spodobała się moja czapka w kolorach yellow – blue…no cóż zrozumiałe w końcu Arka Gdynia nie cieszy się sympatią w Gdańsku…do domu dotarłam,powitał mnie mruczący i nieco senny tygrys…

poszłam spać…

szczęśliwego nowego roku:)))