godzina 5.45 dzwoni budzik idę się myć
godzina 6.20 z mokrą głową wychodzę z łazienki
godzina 6.30 ubrana idę robić śniadanko
godzina 7 z minutami wybiegam na tramwaj
godzina 7.12 ( na ogół) wsiadam do tramwaju
godzina 7.30 docieram do pracy….
i pracowicie na ogół spędzam przepisowe 8 godzin smętnie spoglądając w
okna, gdzie coraz ładniejsza pogoda kusi i zachęca do wędrówki, coraz
cieplejszy wiatr sprawia, że mam ochotę być wszędzie tylko nie w
ciasnym pokoju dziekanatu,
pomału przeglądam strony www i poszukuję pomysłu na urlopowe szlaki,
ktoś powiedział Beskid Żywiecki? fajnie…klik, i znalazłam muzeum piwa
w Żywcu…kolejny klik i wróciłam do Gdańska i układania papierów w
teczkach studentów.
tematem dnia było w pokoju bezstresowe wychowanie w Szwecji, które
ciągle zaskakuje. Typowym przykładem jest brak nawyku zamykania drzwi i
zdziwienie, gdy o to prosimy. Student płaci i myśli, że wszystko
może…a tu taki zonk , że brak kultury nie jest wpisany w umowę. Panie
z dziekanatu nie posiadają nieograniczonej odporności na chamstwo i
…reszta jest słodką tajemnicą.
klik, poszli sobie niemili studenci…
czy powiedziałam, że nie ma szefowej? tak, tak…wraca w poniedziałek…
klik, odpisuję na służbowe maile – urzędnicy wszędzie są tacy sami
mruczę z rezygnacją nie widząc odpowiedzi z instytucji rządowej w
stanach…kiedyś rozwalę i wyrzucę przez okno ten dzwonek co mam za
plecami…fax znowu wariuje…zza pleców dolatuje wonny powiew
papierosowego dymu i dobiega gwar z ksero…irytacja w głosie
koleżanki, którą ktoś wyprzedził w sprincie do toalety i jej nerwowy
trucht pod drzwiami wspomnianego przybytku.
godzina 15.15 czas oddać pieczątki
godzina 15.20 poszłam po ciuchy do szatni
godzina 15.35 zaczął się weekend…
a jutro odwiedzę przyjaciół, rozdam zaległe uśmiechy, opowiem o tym co było, spróbuję nie płakać.
zapomniałam dodać, że przyjeżdża ten, ktoś dla kogo warto inną być.
zaplanowano wizytę u fryzjera, dopracowywane są szczegóły…
rety jak się cieszę.