wrażenie

czuję ciągły niedosyt obecności czyjejś, co zupełnie nie przeszkodziło mi w nie do końca kontrolowanym ataku furii, jaką wywołał brak tejże osoby o umówionym miejscu o umówionej porze. według znajomej byłam nadzwyczaj kulturalna i spokojna mówiąc pewnemu komuś, że bardzo, ale to bardzo nie spodobało mi się takie potraktowanie mojej osoby.

gdzieś tam za szalejącą furią przebijały nutki czysto kobiecej satysfakcji , że w sumie choć raz obrywa ten właściwy ktoś. ciekawe uczucie , doprawdy fascynujące, takie hmm odświeżające. nie lubię robić awantur, ale tym razem poszło całkiem nieźle.

można powiedzieć, że swoim przyjazdem i perspektywą objęcia posady na uczelni spowodował lekkie trzęsienie ziemi. nagle był tu, a nie tam. ze spotkania na spotkanie, w biegu i lekkim niedowierzaniu na styku pomiędzy miejscowymi realiami, a oczekiwaniami.

a ja próbuję udawać, wprawiam się w omijaniu tematu i odwracaniu uwagi.
przez tyle czasu coś było daleko i nierealne, a teraz teraz jest tu i teraz….

chyba dobrze, że jadę na urlop
pomyślę albo znowu ucieknę od tematu.
ehhh głupia ja.

chłopiec zwany kawką

Cały dzień z niewielkimi przerwami na obowiązkowe wyjścia na cmentarz czytam książkę o chłopcu zwanym Kawką, o panu Nakacie rozmawiającym z kotami. Czytam nie mogąc się oderwać od hipnotycznego wpływu, przedziwnego rytmu w jaki wprawia moje myśli. Wszystko wkoło wiruje, nie ma mnie tu, jestem tam. Tęsknię za takimi książkami, które pozwalają na tak całkowite oderwanie się od świata zewnętrznego. Gdy znajduję coś takiego czuję się niczym Kolumb odkrywający Amerykę.

i tyle wracam do lektury
Haruki Murakami ” Kafka nad morzem”