pozdrowienia z Lasu Sherwood

W ostatnią niedzielę wybrałam się na kolejną z wycieczek szlakami po kaszubskich lasach i trafiłam do krainy Robin Hooda i jego wesołej ekipy.
wycieczka%20005.jpg
Zupełnie nie wiem w którym miejscu zeszłam ze szlaku i znalazłam się w Anglii. Trzeba przyznać, że odkrycie Sherwood na Kaszubach to coś godnego uwiecznienia. Niestety nie udało spotkać się Małego Johna lub Braciszka Tucka, za to pojawiła się zemsta szefyfa w postaci nieprzyzwoitych wręcz ilości komarów, które atakowały nas z zajadłością. Danina krwi została spłacona z nawiązką.
wycieczka%20009.jpg
Do wyboru mieliśmy walkę z komarami lub też przechodzenie przez lekko zarośnięte ścieżki. Zarośnięte głównie pokrzywami…Nie lubię tego zielska!!
Nagrodę i ulgę po przeprawie przez leśne szlaki stanowiło wyjście na kręcący się polami szlak,
wycieczka%20014.jpg
który doprowadził nas z powrotem do cywilizacji i smętnego wpatrywania się w rozkład pks. nie ma to jak próby wydostania się i powroty z tzw. prowincji. pełni niechęci do ponad 2 godzinnego czekania na autobus poszliśmy sobie dalej z nadzieją jakoś to będzie. i owszem, było… po drodze trafiły się truskawki , które z smakiem pojadaliśmy. z ulgą zarejestrowaliśmy brak gryzącej chmury nad głową. chodzenie bocznymi drogami okazało się opłacalne, trafił się nam bezpośredni autobus do domu.
Sherwood pożegnał nas kropiącym deszczem i zagadką.
wycieczka%20003.jpg

after after…

cofnijmy się do piątku, a może nawet czwartkowego popołudnia, gdy z nerwowym błyskiem w oku biegam pomiędzy regałami usiłując nabyć ciuch elegancki, przeglądając kolejne wieszaki próbuję sobie wmówić,że ciuch jest mi konieczny do pracy i gwałtowna chęć zakupu wcale nie jest spowodowana służbowo/prywatną wizytą pewnego kogoś, wcale, a wcale i nie dlatego wydałam pieniądze, których wydać nie powinnam!!!

piątek objawił się chaosem w pracy, zakup okazał się trafiony i wywołał komentarze rozmaite wśród współpracownic oraz szefostwa jak również błysk oka tam, gdzie powinnien. w połączeniu z butkami na obcasie stanowiło to mieszankę wybuchową i odmienną od codziennego wydania Awari. nie jestem pewna, czy wszyscy mnie tam poznali:)).
potem było jeszcze milej i tylko telefon dzwoniący nie w porę zgrzyt wywołał.

i nie ma go
poleciał
daleko
za ocean

nie tęsknię
nie płaczę
nie dzwonię
bo
wiem
że on zadzwoni.

nie zadzieraj z bogiem…

czyli uczelniane who is who, które spowodowało kilka radosnych wybuchów śmiechu oraz jedno zakrztuszenie się napojem niewinnym.

W skomplikowanych, hierarchicznie strukturach wyższych uczelni łatwo się zagubić. Jeśli chcemy coś załatwić – warto wiedzieć, co kto może.

REKTOR
Przeskakuje najwyższe budynki za jednym zamachem. Jest silniejszy od lokomotywy i szybszy od pocisku. Chodzi po wodzie. Rozmawia z Bogiem.

PROREKTOR
Przeskakuje niskie budynki za jednym zamachem. Jest silniejszy od lokomotywy parowej. Czasami dogania pocisk. Chodzi po wodzie, gdy morze jest spokojne. Rozmawia z Bogiem, jeśli otrzyma specjalne pozwolenie.

DZIEKAN
Przeskakuje niskie budynki z rozbiegu i o tyczce. Jest prawie tak silny jak lokomotywa parowa. potrafi strzelać z pistoletu. Chodzi po wodzie na krytym basenie. Czasami Bóg zwraca się do niego.

PRODZIEKAN
Ledwo przeskakuje budkę portiera. Przegrywa z lokomotywą. Czasami może trzymac broń bez obawy o samookaleczenie. Bardzo dobrze pływa. Rozmawia ze zwierzętami.

PROFESOR
Obija się o ściany próbując przeskoczyć jakikolwiek budynek. Może zostać przejechany prez lokomotywę. Nie dostaje amunicji. Pływa pieskiem. Mówi do ścian.

DOKTOR
Wbiega do budynków. Nie wytrzymuje konfrontacji z ręczną drezyną. Moczy się pistoletem na wodę. Utrzymuje się na powierzchni tylko dzięki kamizelce ratunkowej. Bełkocze do siebie.

PANI Z DZIEKANATU
Podnosi budynki i przechodzi pod nimi. Zwala lokomotywę z torów. Łapie pocisk zębami i go rozgryza. Zamraża wodę jednym spojrzeniem. Jest Bogiem.

no to pojechałam

czy tam poleciałam sprawdzać, jak Szwecja na żywo wygląda,
przydział śmiecia czyli bardzo ważnych służbowych dokumentów jaki przypadł mi w udziale waży jedynie 11kg, plus to co mam w podręcznym wyjdzie jakieś 13kg,
co mi do łba strzeliło przyznać się do posiadanie plecaka…pomroczność to musiała być i to ta z rodzaju ciemniejszych,

inne wieści służbowe są takie, że dziekanat lekarski się przenosi do tzw. starej anatomii, która super i ślicznie wygląda po remoncie,
zaszczyt nas kopnął oraz nobilitacja razem wzięte, a w konsekwencji szlag trafi część naszych urlopów jako,że przenosiny zaplanowano na lipiec – prawdopodobnie.
uśmiech i zachwyt mamy tylko i wyłącznie służbowy jako, że przydział lokalowy jest zdecydowanie mniejszy i chcąc nie chcąc trzeba będzie dzielić się pokojem z mocno nie lubianą koleżanką…

mniej służbowo
to ja napiszę kiedy indziej.