deja vu na końcu świata

ciepły dotyk słońca na karku, przymknięte sennie powieki zza których tylko błysk ognia na kominku było widać,
błogość w duszy i uśmiech na twarzy, za oknem na parapecie kot czarownicy, dwa inne biegały po ogrodzie,
kolorowe szybki w oknach i wesołe rozmowy w środku,
czyjeś miejsce na świecie, gdzie widać spełnione marzenia i zrealizowane plany,
czuć ciepło i radość z bycia tam,
i zupełne oderwanie od codzienności, brak sygnału w komórce,
miejsce, gdzie wszyscy i wszystko wracają na właściwe tory…

i tylko wyjeżdżać szkoda.

anita i john

z okazji dnia kobiet nabyłam sobie prezent, płytę o jakże znaczącym
tytule goodbye, taki jakiś nastrój mam rozbity, pasuje muzyka z tej
płyty, ciepła, melancholijna i taka jak lubię,
otulam się dźwiękami, buduję barierę i przez trochę działa, coś jak
kolejna maska, podobnie jak ładne ciuchy i włosy…mówią mi zakochałaś
się, pytam skąd ten wniosek, wyładniałaś odpowiadają…i uśmiecham się
w odpowiedzi prawdę zachowując dla siebie.

bo widzisz mała jak mawiał pewien znajomy świat jest piękny, tylko czasem trudno to zobaczyć
wyrwać się z siebie i popatrzeć z boku, to odświeżające i jakże przydatne,
płakać we właściwym otoczeniu, wtulać twarz w kocie mruczenie i koić nim rozczarowanie,
pić herbatkę, oglądac albo nie głupie filmy z przyjaciółmi, rudego pieska zabrać na spacer…

i być czasem gdzieś na łostowickim cmentarzu,
dźwięk trąbki współgrał z szumem samochodów,
jeden grób więcej gdzieś na krańcach cmentarnej metropolii.

z Rubensem w tle

a jednak dotarłam ze znajomymi na wystawę malarzy flamandzkich w muzeum
narodowym, choć w pewnym momencie prawie straciłam nadzieję, wprost
uwielbiam nieprzyjemne zbiegi okoliczności typu urwany guzik od
płaszcza, czy zapomniany portfel na stole…całe szczęście mam
wyrozumiałych znajomych i wystawa została obejrzana.
Rubensowskie aniołki o tłuściutkich buźkach, momentami dziwne proporcje
przedstawionych na obrazach osób i nigdy nie mijające zainteresowanie
przy oglądaniu Sądu Ostatecznego Memlinga, tym razem uwaga skupiła się
na różnorodności skrzydeł jakie malarz dodał diabłom – skrzydła
nietoperze i ku pewnemu zaskoczeniu motyle…błyskawicznie pojawił się
wniosek, że motyle we właściwym okresie dziejowym były złe…i
mroooooczne niczym samo dno piekła.
Pracownie malarskie, martwe natury z których spływała krew ubitych zwierząt, owoce wypadające z ram i zaskakujący tłum w muzeum.

gdzieś pomiędzy ktoś pisał smsy, nie znam tego kogoś, chce poznać mnie nie dając poznać siebie, pyta nie mówiąc nic o sobie.
i jeszcze inny ktoś przeczytał na moim blogu coś co mu się nie spodobało o swoim znajomym, i groził mi ten ktoś.
nie chcę tego komentować w żaden sposób, nie warto.