dewiacja tak?!

od kilku dni wchodząc na blogowisko myślę o tym, co też dzieje się u
Królewiczów…martwią się też inni ich znajomi i przyjaciele, niektórzy
podobnie jak ja napisali o tym na swoich blogach, ale po tym co
przeczytałam u Ikusi nie mam najmniejszej ochoty czytać dalej. cały
stos obrzydliwych i obelżywych komentarzy pod krótką notką. niedobrze
mi się zrobiło, czytając co tam niektórzy wypisywali.

a jeszcze bardziej przykro się robi wiedząc, że ma się takie osoby we
własnym otoczeniu. gdzie niektórzy uważają gejów i lesbijki za
dewiantów i ludzi chorych.

dekalog prawdziwego mężczyzny – z cyklu znalezione

  1. Nie będziesz miał innych kobiet u boku swego.
  2. Nie będziesz podnosił głosu przeciwko kobiecie swej.
  3. Pamiętaj, aby szanować czas partnerki.Nie spóźniaj się.
  4. Pamiętaj, by składanych obietnic dotrzymywać.
  5. O hormonach partneki pamiętaj!
  6. Słuchaj nakazów z jej ust płynących.
  7. Język aluzji racz opanować!
  8. Pamiętaj o tym, by pamiętać!
  9. Nie próbuj przechytrzyć partnerki swojej…
  10. …Ani jej mamusi.

dekalog

i nie pytajcie mnie o Aniołka….rajd Stolemy 2009

niech mi nikt nie mówi, że pisanie relacji z imprezy na której tyle się działo jest łatwe. w przeciągu minionych dwóch tygodni próbowałam już to zrobić kilkakrotnie…dziś w perspektywie relatywnie wolnego weekendu i spotkania z częścią rajdowej ekipy postanowiłam siedzieć przed kompturem do skutku, aż napiszę:))).
ekipa rajdowa

w piątkowy poranek dwa tygodnie temu zbierając się do wyjścia stwierdziłam rzecz fascynującą – każdy zegar w moim domu wskazywał inną godzinę co zaowocowało lekkim spóźnieniem. pognałam na umówione miejsce i zgarniając na trasie znajomą wesoła ekipa ruszyła na Lębork. na miejsce startu dotarliśmy bez problemów, bo czym zaczęło być wesoło. stwierdzono brak jednego portfela, który był sobie radośnie leżał w pewnej kuchni na stole…poleżał tak do niedzieli:)). skorzystano z bankomatu, bo w kurtce karta została… organizatorzy dzielnie próbowali ogarnąć powiększający się z minuty na minutę tłumek rozdzielając nas na grupy. mniej więcej się udało…mniej bo młodsza młodzież bezustannie wydawała z siebie gromkie i radosne okrzyki o treści nie do końca zrozumiałej. starsza młodzież była niczym cisza przed burzą, ciemna, mroczna i dymem papierosowym przesłonięta. część oficjalna na całe szczęście była krótka i mogliśmy ruszyć na trasy.

po załadowaniu się do busa ruszyliśmy w kierunku na latarnię morską w Czołpinie z której rozciągał się fantastyczny widok na okolicę na której poznawanie właśnie ruszaliśmy. prowadzący trasę ciekawie opowiadał o lokalnych ciekawostkach, próbowaliśmy coś z tego zapamiętać mając na uwadze zapowiadane konkursy. aczkolwiek dużo bardziej zajmował nas urok mijanych po drodze wydm. to była wiosna w pełnej krasie. słońce cały czas bez odrobiny deszczy, nie wspominając o towarze deficytowym śniegiem zwanym:))
z latarnii przez częściowo zarośniętą wydmę Czołpińską wyszliśmy na plażę…wyobraźcie sobie 14km spacer kompletnie pustą plażą nad otwartym morzem, to zupełnie coś innego niż spacer z Jelitkowa do Sopotu w mniejszym lub większym tłumie:)).
tyyyyyle piasku i plaży tylko i wyłacznie dla nas, na horyzoncie widać wyłącznie znajome twarze ludzi z trasy. zauroczyły nas tam niesamowite formy jakie tworzyły drobne kamyki na piasku. wprowadzeni przez szumiące fale w hipnotyczny trans szliśmy przemierzając kolejne km i ciesząc oczy mijanymi widokami. trzeba przyznać, że koniec tego odcinka powitaliśmy z pewną ulgą.

kolejną atrakcją była wydma Łącka systematycznie rozdeptywana przez turystów, największą frajdę sprawiło zejście, a właściwie ześlizgiwanie się po stromym zboczu wydmy. piasku pozbywaliśmy się przez resztę rajdu. przerwę prowadzący zarządził w wyjątkowo malowniczym miejscu na skraju umierającego lasu – jeśli pamiętacie scenę z Władcy Pierścieni gdy Frodo i Sam idą przez bagna z Gollumem do Mordoru…to tak mniej więcej wygląda to miejsce.   wyrzutnie rakiet V2 obejrzelismy przez bramę i poszliśmy podziwiać zamarźnięte jezioro Łebsko.

wieczór i część nocy dnia pierwszego spędziliśmy krążąc po Łebie w poszukiwaniu punktów w nocnej grze na orientację, poszło nam nieźle, ale proszę zwróćcie tu uwagę na tytuł relacji…jest podsumowaniem nocnej eskapady.
mniej aktywna turystycznie część grupy, którą stanowiła brać studencka integrowała się w tym czasie nader intensywnie w związku z czym następnego ranka powitały nas zielonkawe na twarzy widma. nie doszli do siebie przez resztę rajdu.

dzień drugi to malownicza trasa leśna wokół jeziora Sarbskiego i mierzeii Sarbskiej. dzielnie wędrowaliśmy przystając w co ciekawszych miejscach do zrobienia zdjęć. do ekipy dołączyła Basta, psica, którą wszyscy radośnie porozpieszczali ku jej entuzjazmowi i lekkiej rezygnacji właścicieli. na szlaku znaleziono rękawiczek sztuk 1 oraz spotkano twardzieli z trasy na orientację – sztuk kilka.część ekipy zajęła się wypełnianiem testu krajoznawczego, gdzie część pytań stała w lekkiej sprzeczoności ze świeżo zdobytą na trasie wiedzą. nocna impreza była nie mniej gromka niż poprzedniej nocy.

dzień trzeci i ostatni to krótki spacer po okolicznych łąkach, wywiało nas solidnie i trzeba było wracać na oficjalne zakończenie, które nie dla wszystkich było zrozumiałe, gdyż ktoś z władz przemiawiał w języku kaszubskim. rozdano nagrody i ku naszej radości zgarnęliśmy I miejsce w dwóch konkursach:)))
wygraliśmy
dzięki wszystkim i do zobaczenia za rok!!!
ranking

olewactwo w wykonaniu skpt gdańsk

dziś miała się odbyć kolejna porcja egzaminów na kursie przewodnickim, który od czasu jakiegos służy mi jako wypełniacz czasu…czas przeszły niedokonany jest jak najbardziej adekwatny, gdyż organizatorzy jak zwykle się nie dogadali i egzaminy się nie odbyły, o czym rzecz jasna nieliczna grupka przybyłych dowiedziała się po fakcie, czekając pod drzwiami na egzamin.
przeprosiny napłynęły drogą mailową, co nie zmienia faktu jakim stał się totalny brak szacunku dla kursantów, trudno się dziwić wobec tego malejącej z wykładu na wykład grupce zainteresowanych.
podobnież władze klubu narzekają na coraz mniejszy napływ narybku w klubowe szeregi…no cóż skoro taki kurs ma zachęcać to ja się przestaję dziwić. na bieżąco konsultuję i wymieniam uwagi z kursantami z lat poprzednich i tylko dobiega mnie ogólne zdziwienie.
naprawdę chciałam zaliczyć ten kurs i to dzisiejsze zdarzenie stało się przysłowiową kroplą w kielichu rozczarowania.

poziom wiedzy wymaganej na tych egzaminach nijak się ma do zawartości wykładów kursowych, jak również do dostarczonych materiałów, chcąć zaliczyć wszystkie wymagane wyjazdy osobie pracującej, a nie studiującej zabrakło by urlopu. i choćby z tego powodu byłam do tyłu na starcie, ale miałam złudne jak się okazało wrażenie, że uczęszczanie na wykłady w jakichś sposób pomoże przy egzaminach. jak zwykle okazało się, że reguły są zmieniane w czasie gry.

kursanci będący studentami mniej lub bardziej potulnie przyjmują kolejne wpadki organizatorów i nie kwestionują niczego. oni poprostu nie pojawiają się na kolejnych wykładach mając wszystko gdzieś, co wspaniale wpisuje się w filozofię typu jakoś to będzie. dziś o 22giej przyszedł terminarz egzaminów na jutro…zamiast dwóch dzisiejszych w planie jest 5 na jutro z czego 4, które bym teoretycznie miała zdawać. teoretycznie, gdyż nie będzie mnie tam…

wolę pokaz slajdów obejrzeć.
tylko to rozczarowanie gryzie.
ranking