Nec Mergitur – Ferdynand Ruszczyc

wreszcie znalazłam w sieciowych odmętach obraz , którym zachwyciłam się w warszawskim Muzeum Narodowym. Otumaniona mnogością doznań spadających na mnie w każdej sali marzyłam już tylko o spełnieniu patriotycznego obowiązku i zerknięciu na dzieło mistrza Jana. Wchodząc do sali,gdzie Bitwa pod Grunwaldem trwa nadal zerknęłam sobie nieopatrznie w lewo i zastygłam w zachwycie na dłuuugo. Krzyżacy mogliby tłuc się obok, nie zauważyłabym.
Nec_mergitur%201.jpg

Ocknęłam się z zapatrzenia na delikatną uwagę krewnej, że może byśmy wreszcie wyszły…bo obiadek stygnie.

Resztę dni wypełniły atrakcje rozmaite i tylko chyba jeszcze Muzeum Powstania Warszawskiego wzbudziło zainteresowanie, bo czegoś takiego nie widziałam.Wędrujesz wśród wypalonych murów i niestannego terkotu broni, słyszysz świst spadających bomb. Nie dziwią tłumy przy kasie, gdyż poza wszytkimi walorami jest to najtańsze muzeum w stolicy jedyne 4zł za wstęp.

Zamek Królewski ma u mnie minusa za niemiłą obsługę w salach, która zabraniała odpoczynku na ławkach dla gości.

Na ulicach dziwił brak dekoracji na plakatach wyborczych. U nas Kaczor miały urodę poprawioną i to kilka razy…
Warszawscy kierowcy namiętnie w ludzi celowali i mylili kolory świateł.

Bajka sprowadzała na świat Obywatela i pisała obolałe smsy ze szpitala, ja próbowałam tłumaczyć wujostwu dlaczego podoba mi się Władca Pierścieni – sukces osiągnęłam połowiczny, w odpowiedzi zostałam zabrana do teatru na sztukę pt „Madame de Sade”. Nie powiem ciekawe to było, dylematy małżonki swawolnego markiza.
Było dobrze, spokojnie i miło do czasu telefonu od szefa, który stwierdził, że poszłam na urlop bez jego zgody…Hmm, ciekawe – widać nie zauważył mego pisma i zapomniał o tym, co wcześniej przekazał przez księgową…

zmęczona

siedzę i próbuję się wygonić na spotkanie ze znajomymi, coś kiepsko idzie mi to wyganianie…sorry,ale dziś nie będzie porcji smęcenia Awari na żywo. Wyżej wymieniona nie wiedzieć czemu największą ochotę ma na sen. Rozleniwiona i nakarmiona wpatruje się tęsknym wzrokiem w pobliską kanapę.
Przez głowę przebiegają oderwane myśli i wspomnienia po wizycie na gdańskiej Starówce.Nie udało się przemknąć niezuważoną przez Mariacką.Wciągnął mnie blask bursztynu i utknęłam na trochę w znajomej pracowni podziwiając najnowsze wyroby oraz wymieniając zwyczajową porcję nowin. Pośród nieustannego stukotu „realnych” kas tęsknię za widokiem krętych uliczek i różnojęzycznym gwarem.Teraz tylko megafon informuje mnie o super promocjach i okazjach z których muszę skorzystać. Teraz zamiast turystów oglądam tłumy emerytów walczących o tańsze makarony,czy kawę z promocji. Ci sami emeryci, którym brak pieniędzy na lekarstwa przepychają się do półek z promocjami i wykłócają, gdy zabraknie telewizorów z gazetki. Skąd oni mają na to siłę??i zdrowie, o pieniądzach nie wspominając?

dziś się kończy,
czekam na jutro i herbaciarnię
a pojutrze?Warszawa i ma być wesoło!

ciekawostka przyrodnicza

był sobie pan, który myslał, że pewna pani na niego poleci szybciej niż concordy latały…i planował wieczór lub wieczory spędzane razem w atmosferze niekoniecznie romantycznej,ale za to pełnej seksu…i była sobie pani, która jednak nie potrafi od łóżka zaczynać znajomości…i pan, co energicznie startował do tej pani teraz jakby zgrzeczniał i zdziwił się, że nie każda pani zaraz jego sypialnię zwiedzać będzie…a pani?pani sobie trochę wyrzuca,że z okazji nie skorzystała, ale zasad nie potrafiła złamać…i tak się zastanawia ta pani, czy wszyscy panowie myślą zamiast głową tym co im między nogami…
i wcale nie wie ta pani, czy chce tego pana w Warszawie spotkać.