and again…the same straight story …

bo ja już nie wiem co mam ze sobą zrobić…doprawdy chwilami mam wrażenie,że sama już nie wiem,czego chcę…jestem jedną wielką kopalnią odkrywkową niezdecydowania i niepewności, każdego dnia poznaję nowe pokłady i odmiany wyżej wymienionych minerałów, co powoduje niesamowitą irytację i pełną rezygnacji złość, której nie mogę z siebie wyrzucić…sytuacja domowa niczego nie ułatwia wręcz utrudnia co zresztą widać i czasem słychać ( o czym Kiszczak może zaświadczyć…bywa częstym gościem pod wiadomym adresem)…na szczegóły opuśćmy zasłonę milczenia i postarajmy się zapomnieć…chyba wolę,żeby pamiętano mój uśmiech,choć to niełatwe…no,bo komu w końcu mam opowiedzieć o tym,że podoba mi się ktoś – rodzince?wykluczone?do tego stopnia nierealne,że nie potrafię sobie nawet takiej sytuacji wyobrazić. co ich to zresztą obchodzi…niewiele,nic prawdę mówiąc, skoro nikogo nie obeszło to,że zwiałam z domu na święta…

heh,a podoba mi się ktoś lub może inaczej rozważam taką ewntualność jako,że ten ktoś…aj lepiej nie będę o tym pisać,bo się wszystko rozpłynie w słowach. jak to u mnie niestety często już bywało. postaram się…może tym razem będzie inaczej…heh.

a jutro Sylwester…będzie zabawa,będzie muzyka…będzie chwila na wyrwanie się z codzienności.

rozmawiając z draco…

wieczorną porą w pierwszy poświąteczny dzień z uśmiechem spoglądam na pachnącą różaną świeczkę…skóra jeszcze ciepła po kąpieli…wciąż czuję delikatny aromat mydełka o nazwie seksowna skóra lamparta…seksowny zapach…a mydełko w ciapki brązowe…

całe swięta były pachnące

skórą lamparta
świeczką różaną
kadziełkiem lawendowym

i bigosem…

a draco ma szaroniebieskie oczy…

p.s z kolekcji świątecznych życzeń

władzy Putina
forsy Rywina
pewności Millera
boskości Leppera
kurwików w oku
i forsy do końca 2005 roku!!!

szaroniebieskie …

wpatrzona hipnotycznie w szaroniebieskie oczy przemykam przez internetowe szlaki i karmię oczy złudzeniem,iluzją…bo w realu to te szaroniebieskie oczy to tylko moje marzenie….
ja chcę kochać szaroniebieskie oczy…
mikołaju słyszałeś?!

p.s tylko i wyłącznie szaroniebieskie mają być!!!

taki sobie szantażyk…

Będzie to scenka rodzajowa z cyklu Stosunki Rodzinne Awari.Wystąpią Awari i jej rodzinka…

w tej chwili publiczność powinna sobie wyobrazić leżącą na stole kopertę…w kopercie jest rachunek( do zapłacenia rzecz oczywista!!!!),rozwijając temat należy dodać,że jest to faktura za internet z którego w domu Awari korzystają wszyscy. i tu zaczyna być wesoło ( jak zwykle,gdy pojawiają się rachunki na horyzoncie). faktura jest wystawiona na Awari jako,że to ona zapłaciła za podłączenie sieci w domu…reszta rodzeństwa miała uczestniczyć w płaceniu comiesięcznej opłaty…siostra płaci…brat dopóki nie mieszkał z rodziną to nie płacił…teraz z powrotem zawitał w domowe pielesze i godzinami buszuje po sieci,ale z płaceniem już u niego gorzej…taaaa,zdecydowanie gorzej…dziś upłynął termin płatności kolejnej faktury – próby wyciągnięcia z brata należnej części kasy spełzły na niczym…
po powrocie z cotygodniowego spotkania ze znajomymi w pubie została mi tylko przekazana przez rodzcielkę informacja,że braciszek zakomunikował jej,że sprzedaje nagrywarkę i głośniki od kompa,aby mieć na internet…hmmmm,ciekawe prawda!!!
trochę szkoda w sumie…znając mego brata wiem,że g….,a nie kasę za internet zobaczę…

i to by było na tyle.dziękujemy państwu za uwagę.

sny o wolności…

Czasami wydaje mi się, że wszystko, co śnię, dzieje się naprawdę, a to, co właśnie przeżywam naprawdę, jakby się już śniło…Poza tym wszystko, co się stało, nigdzie nie jest zapisane i w końcu się o tym zapomina.
Za to z tym, co zapisane, jest tak jabky działo się zawsze.

i dlatego kocham książki, są moim snem o wolności.

pełne radości:)))

dzięki
było fajnie
była szarlotka
były herbatki rozmaite
grzaniec,winko i likiery też były

i byliście Wy co w zasadzie było najważniejsze:))).

to pisałam ja Awari

p.s lubię Was wiecie!!!!bando szalonych oszołomów!!!fajne miałam urodzinki!!!

nie spamuj!!!

jednym z blogowych zwyczajów jest chodzenie po linkach,sznurkach…i itp,itd…jak ogólnie wiadomo pod tymi określeniami kryją się poprostu wędrówki po internetowych pamiętnikach.
pływając po blogowych odmętach czytamy kolejne notki i gnani odwiecznym ludzkim pragnieniem pozostawienia po sobie śladu wpisujemy się do księgi gości…i tu bywa już różnie…gdy już uda się zlokalizować miejsce,gdzie ona się znajduje i dokonamy wpisu pojawia się coraz częściej irytujący napis NIE SPAMUJ!!!…i nasz wpis jest automatycznie kasowany.

rozważania nad sensem tego rodzaju blokady trwają…