czasem lubię poniedziałki

gdy wszystko układa się jak w zegarku, gdy tyle się dzieje…
naprawdę lubię
no nie kłamię…
no serio…

lubię poniedziałki
gdy
na peronie skmki wpadam na znajomą nie widzianą lat kilka

lubię poniedziałki
gdy
w sklepie wpadam na kumpla od miesięcy nie widzianego

lubię poniedziałki
gdy
uśmiecha się ktoś kogo miało tu nie być przez miesięcy kilka

tak,
lubię poniedziałki.

a co?
zabroni mi ktoś je lubić ?

bo trudno tak…

bo trudno tak powiedzieć komuś, że przykro jest z powodu czyjejś śmierci…od wczoraj odkładam telefon nie umiejąc dobrać właściwych słów, ciągle zatyka mnie, gdy już naciskam klawisz połączenia na znanym numerze…słowa uciekają z myśli, gdzieś daleko…

i tylko smutek…
żal…

orkiestrowe granie nad Morskim Okiem 2010

W piątkowe popołudnie, gdy do wyjazdu na finał WOŚP nad Morskim Okiem brakowało kilku godzin zadzwonił Kuba i z entuzjazmem poinformował mnie, że zapowiadają się do nas ekipy telewizyjne, by pokazać światu morski finał w górach…Trzeba przyznać, że przez chwilę zamarłam i głosu z siebie wydać nie mogłam. Zostałam zoobligowana do zabrania w celach demonstracyjnych bursztynów zebranych na plaży, wszak według legendy opowiadanej przez najstarszych Kaszubów i górali Bałtyk i Morskie Oko łączą jakieś nie do końca zbadane podziemne kanały, którymi podczas sztormów do górskiego jeziora wpadają bursztyny właśnie…jedna z wersji tejże legendy głosi także, że wolontariusze na Morskim Okiem to osoby zabrane z plaży przez sztormowe fale…

przygoda rozpoczęła się już na dworcu na którym w tłumie podróżnych próbowałam odnaleźć właściwy wagon, dosiadła się Magda. rozpoczęła się kolejna przygoda w rytmie wybijanym przez Jurka Owsiaka. jechałam w wymarzone i wytęsknione góry łącząc przyjemne z pożytecznym. lekki niepokój budziły zapowiedziane wizyty mediów, ale na zasadzie jakoś to będzie postanowiłam się tym zbytnio nie przejmować i robić swoje.
noc przeszła spokojnie i nad ranem pożegnałam się z Magdą wysiadającą w Krakowie, gdzie w biegu odebrałam dodatkowe gadżety od Kuby, w tym te najważniejsze oficjalne podziękowanie dla gospodarzy schroniska nad Morskim Okiem od WOŚP.
Orkiestrowe wyjazdy mają w sobie nutkę szaleństwa, którą poczułam już na dworcu w Zakopanem, gdy próbowałyśmy się odnaleźć i rozpoznać z Agnieszką. Poprzez smsy i rozmowę ustaliłyśmy miejsce spotkania zapominając o rzeczy podstawowej jaką jest opis własnej osoby…Nie popełnijcie tego błędu…:)))
Z Basią spotkałyśmy się na mieście i w pośpiechu podążałyśmy na umówione spotkanie z telewizją…byłyśmy na czas i w Palenicy przesiadłyśmy się do znajomego auta ze schroniska. wesoło rozmawiając wjechaliśmy na górę, gdzie powitała nas szefowa p.Łapińska oraz reszta personelu.
W pośpiechu rozpoczęły się przygotowania orkiestrowego sklepiku, z radością odkryłyśmy obecność znajomej grupy kolędników z Krakowa. W ferworze powitań i rozkładania towaru omal nie przeoczyłyśmy wizyty przedstawiciela TVN…sympatyczny głos gdzieś z boku zapytał w pewnej chwili, czy to my jesteśmy te panie znad morza…panika i trema odezwały się we mnie gromkim głosem, nagle doszłam do wniosku, że wyprawa na Rysy może byłaby łatwiejsza niż widok mikrofonu i kamery przed nosem.
efekty można zobaczyć tu:
http://www.tvn24.pl/28377,1637395,1,2,pokonac-raka,fakty_wiadomosc.html

gdzieś tam mignę przez kilka sekund, więc jak ktoś ma ochotę to proszę bardzo:)))

tegoroczne granie popsuła nam nieco pogoda, ale i tak było wspaniale. dopisywały humory, serca rozgrzewała serdeczność z jaką przyjęto nas w schronisku kwaterując w pokoju z cudownym widokiem na góry. znajomi kolędnicy zaprosili na tradycyjną już mszę i wieczorne śpiewanie kolęd. Podobnież impreza trwała do godziny 4 rano, ja zmęczona podróżą poddałam się nieco wcześniej.

Ahh, ja niewdzięczna zapomniałam o jakże istotnym męskim pierwiastku naszej ekipy w osobach Jurka i Krzyśka, którzy w planach mieli zdobywanie Rysów. Niestety w tym roku nie wyszło, ale o tym w relacji i na zdjęciach Jurka. Panowie opracowali własny nadzwyczaj efektywny sposób na szybkie wycinanie orkiestrowych serduszek, co bardzo się nam przydało:))) O zgrozo mieliśmy tylko jedne nożyczki, więc reszta zajęła się organizacją stoiska.

Niedzielny poranek zastał nas zwartych i gotowych do akcji, kolędnicy i nieliczni ( ehhh ta pogoda….) turyści zaglądali do sklepiku i wrzucali datki do naszych puszek. Przepyszna szarlotka była daniem dnia z którego sprzedaży dochód przeznaczono dla orkiestry.
Telefon rozdzwonił się znienacka i zgłaszali się kolejni dziennikarze z lokalnych stacji TVP oraz dzienników. Nazw nie pamiętam, ale solidnie nas to rozbawiło, gdyż nagle okazało się, że przedstawicieli mediów zrobiło się nad Morskim Okiem więcej niż turystów. :)))
Tym razem role gwiazd przyjęły na siebie Agnieszka z Basią, które w deszczu ruszyły kwestować…
Fotorelacja z naszego grania do obejrzenia:
http://picasaweb.google.com/Greenfotki/WOSP2010MOko#

Popołudniu schronisko zaczęło się wyludniać i zdecydowałyśmy zamknąć nasz sklepik. Dzięki uprzejmości gospodarzy na dół pojechałyśmy wygodnym autem, tam po przepakowaniu ruszyłyśmy po Magdę z Kubą, którzy kwestowali pod wyciągiem na Kotelnicy (?). Po wymianie wrażeń i zjedzeniu ciepłego obiadu ruszyłyśmy na spotkanie z polskimi kolejami. traumatyczne było i na długo zostanie nam w pamięci ten niesamowicie dłuuugi powrót do domu. ponad pięc godzin spóźnienia nie okazało się jednak rekordem, ale zaowocowało przynajmniej u mnie niesamowitym zmęczenie i z lekka zombiastycznym wyglądem dnia następnego.

Kochani ,
dziękuję Wam za cudowne chwile spędzone razem i do zobaczenia za rok.