nie jest tym co kocham najbardziej…tym niemniej po raz pierwszy od lat mam możliwość pozwiedzania Krakowa i trzeba przyznać skorzystałam na maxa. Dziś oderwałam się od muzealnych szlaków i pomimo średnio przyjemnej pogody poszłam w las. Piesza trasa nosi nazwę szlak dwóch Kopców – od Piłsudskiego do Kościuszki. Kolorystyka mocno mieszana – niebiesko/zielone oznaczenia PTTK. Chwilami pojawia się szlak twierdz krakowskich i całe mnóstwo dzikich ścieżek. Najwyraźniej ludność miejscowa ma atrakcje zaliczone dawno temu, a turyści wolą zaliczać knajpy na rynku niż po szlakach chodzić. Na tasie byłam sama, i niestety zdjęcia przedstawiają nader malownicze okoliczności przyrody. Kopiec Marszałka okazał się być w remoncie, z relacji pracowników firmy się tym zajmującej wynika, że zaszkodziły mu ostatnie deszcze. Kościuszko się trzyma i dla turystów jest tam całkiem sporo atrakcji – muzea, wędrówka po fortach, multimedialna wystawa.
Tym co mnie zachwyciło w Krakowie poza klimatem i międzynarodowym gwarem na ulicach są muzea…będąc gościem przewodniczki miejskiej skorzystałam z całego mnóstwa darmowych wejść. W ten sposób kilka najbardziej obleganych miejsc jak Podziemia Rynku, czy tez Fabryka Oskara Schindlera zwiedziłam za darmo. Wawel i tłumy ludzi tam nie wymagają większego komentarza, gdyby ktoś chciał obejrzeć wszystkie tamtejsze wystawy powinien mocno trzymać się za kieszeń…to co zaoszczędziłam na darmowych wejściach poszło na bilety tam…:)) ale co mi tam warto było!!! przy okazji niesamowite wrażenia daje widok zamkowego dziedzińca w czasie burzy…strumienie wody lejące się z maszkaronów. Zwiedzając krypty grobowe pod katedrą zauważyłam się modlące osoby przed grobem pary prezydenckiej , co wzbudziło mój zdecydowany niesmak.
Muzeum w dawnej fabryce Oskara Schindlera przypomina w formie i kształcie jedyną dobrą rzecz jaką sprawił Warszawie nięzyjący z braci K., czyli muzeum Powstania Warszawskiego. Można się tam kręcić godzinami oglądając kolejne atrakcje, potem przez Aptekę pod Orłem wejść na krakowski Kaziemierz i przepaść na jego uliczkach. Odnalazłąm tam jedno z miejsc, które na zawsze wpisuję do miejsc ukochanych.W zakamarkach ulicy Józefa kryje się herbaciarnia o nazwie Czajownia przypadkowo odkryta parę lat temu i teraz z wielką radością odnaleziona ponownie. Jak dobrze,że nie zniknęła w odmętach czasu. Idealne miejsce na odpoczynek i relaks po kilku godzinnych spacerze po tamtejszych uliczkach.
Próby wzięcia udziału w darmowym koncercie , który według Gazety Wyborczej miał być wczoraj w Kość.Mariackim spełzły na niczym…ktoś, gdzieś coś źle napisał i tłumy ludzi kłusowały wkoło kościoła próbując się zorientować, gdzież ten koncert. Podobna nieprzyjemność trafiła się nam w opactwie benedyktynów w Tyńcu, tabuny ludzi kręciły się próbując wejść i pozwiedzać kościół, nikt nic nie wiedział, zero informacji, pozostał wizyta na murach i dla chętnych zakupy w lokalnym sklepie. Widoki trzeba im to przyznać mają pierwsza klasa.
cdn…pewnie nastąpi.
tymczasem jutro czas do domu wracać.
ciekawe, czy nad morzem lepsza niż w Krakowie pogoda…