kropki trzy jesienne

odebrałam dziś nie naprawione buty z reklamcji – płatna miała być to naprawa, ale okazało się,że nie zrobią mi tego…trekingowe buty sporo kosztują,więc pewnie oddam je teraz do zwykłego szewca z nadzieją na naprawę…jak coś się sypie to w ilościach hurtowych – kurtka nie nadaje się do naprawy…muszę kupić nową, co doprowadzi mnie do granic wytrzymałości finansowej…ten, kto bywa klientem w sklepach turystycznych zrozumie mój ból…ostrożne szacunki zgromadzonych funduszy pozwalają na delikatną nadzieję,że kurtka do najgorszych należeć nie będzie…
a poza tym? poza tym to w ramach ekperymentu zrobiłam sobie konto na serwisie randkowym wp…ktoś wie o co w tym chodzi??
i jeszcze…i trochę…to zdaje się, że podrywa mnie taki jeden warszawiak…bawi mnie to i rozczula…ale ponieważ jadę na urlop stolicę wizytować,więc wesoło być powinno…i w związku z tym urlopem fryzjera odwiedzę…będą mnie ciąć,kolorek robić i będę śliczna i urocza…
i będę się uśmiechać…
i będę się cieszyć…

rozmowa z ciocią

występują Ciocia, Awari i Mama Awari, gdzieś w tle odzywa się młodociana kuzynka Awari. Rozmowa jako,że ciocia jest zaangażowana politycznie i edukowana przez Radio Maryja przebiega nad wyraz buzliwie. Cioteczka próbuje przekonać rodzicielką Awari do głosowania na właściwe i słuszne ideologicznie partie oraz osoby, jako kryterium wyboru podaje liczbę posiadanych przez nich dzieci…Gdy zaczynam nieco za głośno chichotać pyta mnie o zdanie w kwestii przerywania ciąży.Zgodnie z przekonaniem odpowiadam, że jestem za (w określonych przypadkach)co powoduje atak lekkiej apopleksji u cioci zagorzałej katoliczki. Niestety spokojna rozmowa na tematy wyborów i pokrewne nie jest możliwa z generacją radia Maryja.
Wybaczcie,ale nie potrafię traktować tych ludzi poważnie i słuchać ich bełkotu.
Chyba przez jakiś czas nie będziemy odwiedzać tej cioci…A jutro wybory, pójdę spełnić obywatelski obowiązek i zagłosuję aczkolwiek nie spodziewam się większych zmian. Jakoś tak jest,gdy jeden z drugim polityk załapie się na kolejną kadencję to wyborców zaczyna mieć głęboko i zajmuje się robieniem kasy,a nie spełnianiem obietnic przedwyborczych.

bleee jak ja nie znoszę polityki.

drobne drobnostki

są tym co potrafi uprzyjemnić jak również całkowicie zepsuć dzień. I tak też było wczoraj z właścicielką nieniejszego bloga, która jak i cały nasz naród polski okazała się mądra po szkodzie:)))
wysłuchajcie tej tragicznej opowieści i wyciągnijcie słuszne wnioski na przyszłość.
w roli wspomnianej wyżej drobnostki wystąpiło tzw.czytanie textu ze zrozumieniem…co prawda text był po angielsku i dotyczył aktualizacji firewalla w kompie,ale to w niczym mnie nie tłumaczy.Zamiast kliknąć upgrade co skutecznie by załatwiło problem aktualizacji genialna Awari kliknęła clean instalation i maszynka zrobiła to czego geniusz sobie zażyczył…wyczyściła instalację firewalla.
Wezwana na pomoc Void tylko pokiwała głową i wywaliła firewalla,który blokował wszystko i nie sposób było to zmienić…pomimo prób.Ma mi znaleźć jakiś inny.
Walkę z opornym firewallem wspomagała jej siostra coś tam mamrocząc pod nosem na temat czytania textu ze zrozumieniem, ale widząc moją zbolałą minę oszczędziły mi gromkiego śmiechu i poprzestały na łagodnych wyrzutach.

tak, czytajmy słowo pisane ze zrozumieniem:)))

nowa postać

dziś zrobiłam sobie kartę postaci w kolejnej z kampanii rpg prowadzonej przez znajomych,
i sama nie wiem dlaczego to zrobiłam, czy bardziej dla siebie,czy dla nich…
czuję się ostatnio zmęczona i jak to się mówi wypluta ze wszytkiego co logiczne i sensowne,
nawet rpg,które stanowiło rozrywkę i odskocznię stało się czymś w rodzaju obowiązku,
taka głupia myśl się we mnie kołacze,że nie mogę nie zagrać skoro cała reszta gra…i przy pomocy Tau,która delikatnie skomentowała mój brak entuzjamu zrobiłam tą kartę – będę tzw.warrior magem czytaj magiem bojowym,co z tego wyniknie zobaczymy.
nie wiem co zrobić,by pozbyć się tego braku czerpania radości z tego co lubię,a raczej lubiłam do tej pory,zabrakło mi energii i entuzjamu z którymi podchodziłam do wspólnych rozrywek,
nie poznaję siebie
nie lubię takiej siebie
i ta niechęć do siebie takiej,a nie innej wprowadza mnie w nastrój pernamentnego rozdrażnienia.

miejmy nadzieję,że warrior mage o imieniu Serena trochę zmieni i będzie weselej.

a co mi tam…

powiem co myślę o dwóch takich co za kierowników robią w mojej firmie…postaram się nie wyrażać,ale w świetle tego co się zdarzyło inwektywy rozmaite cisną się na usta.
Panowie o których mowa zajechali w dniu wczorajszym na tzw.rozliczenie i urządzili sobie,a właściwie jeden z nich totalną pokazówkę pod tytułem jak zgnoić pracownika,który stoi niżej od sz.p kierownika w hierarchi firmowej…padło na mnie tym razem i niech to szlag trafi,ale momentami miałam wrażenie(przypuszczalnie słuszne),że gościu ma zły dzień i postanowił na mnie się odreagować.Oberwałam za wszystko po kolei,było to o tyle niesprawiedliwe jako,że większość uwag spowodowało nie przygotowanie stanowiska pracy przez zmienniczkę z dnia poprzedniego. Nie zdążyłam przed inspekcją wszystkiego sprzątnąć zajęta papierami i przygotowaniem rozliczenia…co zresztą poszło idealnie.
a dziś się dowiedziałam,że pan kierownik z bożej łaski przekazał szefowi,że byłam totalnie nie przygotowana do niczego,
a rozliczenie robiłam dopiero przy nich…
nie rozumiem takiego postępowania jak to…i teraz miesza się we mnie bezsilna złośc pomieszana ze strachem…nie lubię mieć na pieńku u szefa zwłąszcza wtedy,gdy o pracę jest tak trudno.

zwyczajnie boję się o pracę.

czy pan kierownik liczy na jakiś plus od szefa za to,że mnie obsmarował??
ciekawe prawda?