nie rozumiem

większości spraw i rzeczy związanych z komputerem, dla mnie to poprostu jedna z wielu tych skomplikowanych rzeczy, które w zależności od sytuacji uprzykrzają lub uprzyjemniają życie.
czas jakiś temu domowa maszyneria straciła głos i nagle znalazłam się w świecie ciszy, pozbawiona ulubionej muzyki i odcięta od możliwości oglądania filmów. a tuż obok stał stos House’a do obejrzenia…co ciekawsze w całej sytuacji było to, że głos stracił tylko mój dysk, u siostry wszystko było w porządku.
pewnie nikt w to nie uwierzy, ale bojąc się techniki wszelkie przeróbki i naprawy konsultuję ze znajomymi, teraz też tak było. wykonałam wszelkie zalecone czynności i nic nie działało. z głośników płynęła niczym nie zmącona cisza.

niech to najjaśniesza chole..trafi myślałam co i raz spoglądając na rosnący stos filmów.
aż tu nagle, którejś niedzieli w lutym, gdy sprawdzałam pocztę uderzyła we mnie ściana dźwięku płynąca z głośników kompa…czym prędzej ściszyłam i pełna niedowierzania zerknęłam, czy aby nie dysk siostry…jednak mój Ci on był:)))
nie wnikając w przyczyny radośnie odpaliłam na fulla ukochanego Rammsteina i kawałek codzienności wrócił na właściwe tory.

świat bez muzyki jest pusty.